„piwonia, niemowa, głosy” – krzysztof gedroyć

Niepodważalnie najlepsza, przeczytana przeze mnie książka w tym roku. Opowieść o Białymstoku lat 50. ubiegłego wieku z historią kryminalną w tle. Bohaterowie to głównie mieszkańcy ulicy Grunwaldzkiej, zbieranina osobliwości będąca czymś w rodzaju przekroju ówczesnego społeczeństwa i doskonale budująca klimat wielokulturowego miasta. W powieści Gedroycia obok siebie żyją Polacy i Białorusini, katolicy i prawosławni, homoseksualiści, prostytutki, milicjanci, miastowi i ze wsi, matki, córki, mężowie, kochankowie.

Akcja toczy się przede wszystkim w Białymstoku, a topografia miasta stapia się z fabułą powieści. Znajdujemy wiele punktów charakterystycznych jak ul. Lipowa, Bema, Młynowa,  białostocka Fara, kościół św. Rocha, komenda MO przy Warszawskiej, gimnazjum przy Kościelnej, hotel Cristal czy Pałac Branickich. W historie bohaterów wpleciona jest historia regionu, we wspomnieniach przewijają się obrazy z podlaskich wsi, likwidacja białostockiego getta, sekta proroka Ilji, Obława Augustowska, postać Burego czy szeptucha z Orli. Całość napisana jest językiem określonym jako „lokalna nowomowa, powstała wskutek przemieszania miejscowego dialektu i żargonu propagandy”. Początkowo może być nieco trudna w odbiorze, ale warto zauważyć, że to ona w znacznej mierze przyczynia się do pokazania lokalnego kolorytu.

Poszczególnych bohaterów poznajemy przy okazji śledztwa w sprawie zabójstwa Stasi. To ono staje się elementem wiążącym ludzkie losy i przyczyną wielu perturbacji. I choć wszystko zdaje się kręcić wokół tego tematu, jest to jedynie tło dla ukazania ludzkich relacji, sposobów walki o przetrwanie w najeżonej absurdami rzeczywistości. Książka straszna i śmieszna zarazem. Gorąco polecam!

http://www.empik.com/piwonia-niemowa-glosy-gedroyc-krzysztof,p1052683069,ksiazka-p?gclid=CNOpxuysurQCFUNa3godwmIAAQ#review

 

 

kiedyś to były wakacje…

Wakacje dawniej

W ten zimowy dzień, dziwnie ocieplony, odnalazłam artykuł lipcowy. Są tam stare zdjęcia, przedstawiające ludzi wypoczywających latem. W Białymstoku i okolicy oczywiście. Obejrzałam, uśmiechnęłam się pod nosem i się rozmarzyłam. Zdecydowanie żyję w niewłaściwej epoce 🙂 Sami zobaczcie – kliknąć ino trzeba w link powyżej 🙂

o niedoszłym końcu świata

To nie koniec świata. To dopiero początek. I to lepszego.

A tutaj jeszcze coś z okazji niedoszłego końca świata. Bardzo ciekawy wywiad. Dzielnie broniłam się przed tą niedorzeczną falą szaleństwa. Nie czytałam o tym, nie słuchałam, nie wyjechałam do żadnej z miejscowości, które miały ocaleć. Mało tego przeżyłam i stwierdziłam, że to doskonały moment na rozpoczęcie czegoś nowego i lepszego. I niechaj tak będzie 🙂

A o końcu świata przeczytałam dopiero, gdy nie nastąpił.

Rysiu w słusznej sprawie?

Rysiek z Klanu wraca do gry

Mam mieszane uczucia co do takiej formy kampanii społecznej. Owszem jest to coś innego, nowego, na pewno przyciągnie uwagę tych, których tradycyjne tego typu reklamy nie poruszają. Ja sama jestem najlepszym przykładem tego, że krótkie formy wideo o charakterze prospołecznym zupełnie nie robią na ludziach wrażenia. Trzeba nami potrząsnąć żebyśmy zauważyli problem. Tyle, że ten filmik mówi o wszystkich zachowaniach niepożądanych… i jak znam życie większość tych, którzy to arcydzieło obejrzą zapamięta dokładnie to, czego zapamiętywać nie powinni. Z drugiej strony może lepiej robić coś niż nie robić nic.

„rozdroża” – william paul young

Powieść utrzymana w klimacie sprzedanej w milionach egzemplarzy „Chaty”. Balansowanie po cieniutkiej granicy, gdzie po jednej stronie mamy niezwykłą mądrość, po drugiej kicz – takie są „Rozdroża”.  W warstwie fabularnej ta książka przypomina banalny amerykański serial, gdzie wiara w Boga stoi na pierwszym miejscu, cuda dzieją się na każdym kroku, a na koniec wszyscy zostają oczyszczeni ze szlamu tego świata. Z drugiej strony nie sposób nie zauważyć, że za niemal każdą taką historią kryje się jakaś mądrość, cenna rada, wskazówka. Sztuką jest przykrycie tego, co wartościowe taką warstwą banału, by przyciągnąć uwagę czytelnika, a jednocześnie nie utopić przesłania w lukrowanej polewie.

Trzeba być doprawdy naiwnym odbiorcą, by widzieć w „Rozdrożach” jedynie historię głównego bohatera – Anthony’ego, samotnego biznesmena, trafiającego do szpitala w stanie śpiączki. Świat, odwiedzany przez jego duszę, rozum, świadomość (trudno jednoznacznie stwierdzić), przypomina obraz z bajki dla dzieci. Prawdziwe przesłanie kryje się głębiej, jeśli zerwiemy tę śmieszną fasadę, odnajdziemy poruszającą opowieść o sztuce samouzdrowienia duszy, o tym jak łatwo zagubić się w świecie, którego fundamentem jest mamona i jak trudno oprzeć się pokusie władzy. „Rozdroża” to także opowieść o dokonywaniu wyborów i ponoszeniu ich konsekwencji, to lekcja odnajdywania sensu w życiu, przebaczenia i miłości.

I chociaż nadal uważam, że Boga do literatury mieszać nie należy, muszę przyznać, że Young kolejny raz stworzył historię, w której zagubieni odnajdą nadzieję. Polecam.

http://www.nowaproza.eu/ksiazka/269/rozdro%C5%BCa#opis