narodziny świtu

Budzik zadzwonił wcześnie. Zbyt wcześnie jak na dobrowolne utknięcie pod stosem książek – miłości i zobowiązań w jednym. Okno odstraszało ciemnością. Zaparzyłam herbatę, schowałam się w olbrzymi sweter mojej mamy i patrzyłam jak powoli atrament nocy zmienia się w szarość poranka. Widziałam dziś jak rodzi się świt… było pięknie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s