jeremy clarkson – „wytrącony z równowagi”

Są na świecie dwa programy motoryzacyjne, które jestem w stanie obejrzeć, nie tylko nie krzywiąc twarzy, ale nawet odczuwając z tego powodu, swego rodzaju przyjemność. Pierwszym jest nasza produkcja lokalna „Turbo Podlasie”, gdzie wszyscy, poczynając od prowadzącego, przez ekipę program realizującą, a na ekspertach skończywszy są albo moimi znajomymi albo znajomymi moich znajomych (a kto nie lubi oglądać znajomych w telewizji?), w dodatku jeżdżą po znanych drogach i testują auta realnie dostępne dla przeciętnego człowieka. Jest też drugi program, którego twórcy osiągnęli mistrzostwo w kategorii programów motoryzacyjnych – „Top Gear”. Nie ma tam ani moich znajomych, ani podlaskich dróg, a samochody na które mogłabym sobie pozwolić, zaledwie bywają. Cóż więc sprawia, że gdy trafię na ową produkcję, zatrzymuję szaleńczą gonitwę po kanałach? Odpowiedź jest całkiem spora i wypełniona po brzegi złośliwym poczuciem humoru, to Jeremy Clarkson. Co istotne dla mnie, Clarkson sprawdza się nie tylko w roli prowadzącego, ale również w roli felietonisty. Najczęściej pisze oczywiście o samochodach – nad czym ubolewam, bo, przyznaję to często, jestem motoryzacyjną analfabetką. Ale nawet ktoś tak „zielony” jak ja, jest w stanie wyłuskać z felietonów prowadzącego „Top Gear”, coś dla siebie. Jego komentarze dotyczące zarówno samochodów, jak i świata (z upodobaniem do komentowania działań brytyjskiego rządu) są brutalnie wręcz szczere, ostre, niebanalne, a zazwyczaj po prostu doprowadzają czytelnika do histerycznych wybuchów śmiechu.

Narracja jest jak kręta dróżka – nigdy nie wiadomo co nas za chwilę czeka, po przeczytaniu 3/4 tekstu wciąż może nam się wydawać, że autor jest danym modelem samochodu zachwycony, by na koniec wdeptać go w ziemię i przysypać piaskiem lub odwrotnie – na trzech stronach będzie się rozwodził na tym, jak beznadziejny jest ten wóz, by ostatecznie stwierdzić, że go uwielbia. Czasami zastanawiam się, jak tę niepewność znoszą kierownicy działów PR koncernów samochodowych czy też inni kierownicy wypożyczający Clarksonowi auta do przetestowania? Modlą się o pozytywną ocenę? Ogryzają paznokcie ze zdenerwowania? Sączą herbatki uspokajające? Coś robić muszą, by rozładować stres, zwłaszcza, gdy ich starania o zapewnienie marce dobrej prasy kończą się stwierdzeniami w stylu: „wygląda głupkowato, kierowcy jest w nim ciasno, a kolor wnętrza w moim egzemplarzu ze specjalnej limitowanej serii jest taki sam, jak kolor tyłka krowy zaraz po urodzeniu cielęcia”.

Na tym polega właśnie magia Clarksona, od lat oglądają go miliony na całym świecie, niemal tyle samo milionów go czyta, nic więc dziwnego, że specjalistom od PR, marzy się, by Jeremy Clarkson porównał kolor wnętrza w samochodzie produkowanym przez ich firmę do krowiego tyłka. Książkę polecam. Bardzo.

http://www.insignis.pl/book/index/63/Wytracony-z-rownowagi.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s