„biały koń” – michał androsiuk

Jest we mnie dziwny opór przed czytaniem tego, co czytają wszyscy. A jakoś tak ponad rok temu, głównie z racji nagrody im. Kazaneckiego, wszyscy czytali „Białego konia”. No to skoro wszyscy czytali, to ja oczywiście nie. Przeczytałam za to wówczas „Wagon drugiej klasy”, również Androsiuka, ale że „Wagon…” zdarzył mi się po „Żurawiejce” Wiesława Rozbickiego, uczuciem dominującym po lekturze obu tekstów była wtórność Androsiuka względem Rozbickiego na poziomie budowy swego rodzaju podstawy, jaką był opis małego, podlaskiego miasteczka i konstrukcja postaci znaczących dla funkcjonowania społeczności, będącej zbiorowym bohaterem powieści (trochę to zawiłe, ale mam nadzieję, że zrozumiałe). Pierwsze trzydzieści stron „Wagonu drugiej klasy” wyglądało na żywcem niemal wyjęte ze sporo wcześniejszej „Żurawiejki”, choć potem (po tych trzydziestu stronach) Androsiuk stworzył oryginalną nadbudowę stanowiącą o wartości swojego dzieła. Tak czy inaczej pozostały uczucia bardzo mieszane. Tak więc nie paliłam się do lektury „Białego konia”. Wreszcie po wielu miesiącach postanowiłam jednak doń zajrzeć. I cóż ujrzały oczy moje? Przejaw geniuszu!

„Biały koń” to doskonała opowieść, której największą zaletą jest maksymalne nasycenie Podlasiem. To historia przygraniczna do szpiku kości, swojska na wskroś, tutejsza w każdym słowie i tak prawdopodobna, że aż prawdziwa. Charakterystyka Podlasia, a zwłaszcza jego przygranicznej części odbywa się poprzez opis fragmentów życia poszczególnych członków rodziny Iwaniuków. Osobą scalającą wszystkie losy jest babka Sońka – kobieta spajająca swoim życiem kolejne epoki, będąca świadkiem narodzin i śmierci kolejnych ustrojów politycznych, stanowiąca swego rodzaju gwarant przedłużenia wielowiekowych tradycji, stojąca na straży domowego ogniska i życia zgodnego z prawami natury i wolą boską.

Tłem dla rozgrywających się wydarzeń jest najpierw leżąca tuż przy granicy wieś, następnie niewielkie, podlaskie miasteczko, gdzie słychać zarówno polską mowę, jak i prostą gwarę, a w niedzielę cerkiewne dzwony wzywają na modlitwę do spółki z kościelnymi. Najważniejszy jest jednak klimat… Świat opisywany przez Androsiuka żyje, oddycha, odczuwa. Wszystko o czym pisze autor „Białego konia”, choć przeze mnie doświadczone bezpośrednio jedynie w niewielkim stopniu, wydaje się do bólu znajome, do bólu ukochane, do bólu piękne i tak bardzo moje. I przyznaję szczerze – nie ma we mnie za grosz obiektywizmu, bo być nie może, gdy trącona została najczulsza struna duszy… gdy obudzona została tęsknota za światem, który umierał na twoich oczach.

Polecam bardzo: http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120117/RECENZJE/234456303

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s