„powrót nauczyciela tańca” – henning mankell

To pierwszy, przeczytany przeze mnie, kryminał Mankella z innym bohaterem głównym niż Kurt Wallander i pewnie dlatego czytało się go nieco inaczej. Do tego po książkę sięgnęłam bezpośrednio po obejrzeniu I sezonu szwedzkiej wersji serialu „Wallander”, gdzie jednym z trojga głównych bohaterów jest Stefan Lindman. Tak się złożyło, że niejaki Stefan Lindman jest też głównym bohaterem „Powrotu…”. Mając w pamięci to, że w trzynastym odcinku serialu poznajemy tajemnicę Stefana, która doprowadza do jego tragicznej śmierci, przez pierwszych sto stron próbowałam zapomnieć, że czytam o nieboszczyku ;-). Na szczęście książka ma stron pięćset, więc w końcu dałam się wciągnąć.

Nie wiem czy jest sens próbować oceniać tę powieść, bo już samo nazwisko Mankell jest gwarancją doskonale skrojonego kryminału. Tym razem było podobnie – fascynująca historia, której początki sięgają II wojny światowej, świetnie napisana, trzymająca w napięciu niemal do ostatniej strony.

Niezwykle ciekawe wydaje mi się zjawisko, o którym mowa w „Powrocie…” – odrodzenie idei faszystowskich we współczesnym społeczeństwie, tak naprawdę nie tylko szwedzkim, choć właśnie na przykładzie Szwecji buduje swoją powieść Mankell. Nikogo chyba jednak przekonywać nie trzeba, że działalność grup neonazistowskich nie jest tylko wymysłem wyobraźni autora. On sam w posłowiu do „Powrotu…” pisze: (…) wśród zmyślonych przeze mnie zdarzeń jest ziarno prawdy. Taki właśnie miałem zamiar.

Mocną stroną powieści Mankella zawsze było łączenie we właściwych proporcjach wątku kryminalnego i osobistego, związanego z życiem bohatera. Ten schemat powtarza się także w „Powrocie…”. Stefana poznajemy w momencie, gdy dowiaduje się, że zdiagnozowano u niego nowotwór, cały jego świat wywraca się do góry nogami. Mężczyzna nie umie sobie poradzić z myślą, że w każdej chwili może umrzeć. Szukając sposobu na ucieczkę przed przygnębiającymi myślami, angażuje się w śledztwo w sprawie brutalnego morderstwa, którego ofiarą pada były policjant i zarazem dawny kolega Stefana – Herbert Molin. W trakcie dochodzenia, Stefan odkrywa nie tylko niechlubną przeszłość ofiary, ale i nieznane mu wcześniej fakty z życia własnego ojca. Całość dość brutalna i mroczna, tradycyjnie już wpisana w surowy krajobraz Szwecji.

Mankell tworzy fikcję prawdopodobną i siła tego prawdopodobieństwa jest potężnym atutem jego prozy. W „Powrocie…” znalazłam jednak niedoskonałość na tym gruncie, moment, który wydał mi się przesadą. Cała opowieść jest naznaczona piętnem śmierci – policjant z nowotworem, wojenne zbrodnie, brutalne zabójstwo Molina i Anderssona… wszystko to układa się w logiczną całość. Jest tylko jeden element, który nie pasuje – moment, gdy świadek umiera śmiercią naturalną podczas przesłuchania. No tego już dla mnie za wiele!

Ale, poza tym jednym, drobnym incydentem, polecam bardzo:

http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1130

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s