„farby wodne” – lidia ostałowska

„Ta książka to jedno z największych osiągnięć polskiej szkoły reportażu.” – tak o „Farbach wodnych” napisał Krzysztof Czyżewski i, prawdę mówiąc, trudno się z tym nie zgodzić. Cała opowieść snuje się wokół życia Diny Gottliebovej, Żydówki z Brna, która w czasie II wojny światowej trafia do obozu Auschwitz-Birkenau, gdzie słynny doktor Mengele, „w imię nauki” przeprowadzający eksperymenty na więźniach, proponuje Dinie malowanie portretów „mieszańców cygańskich”, których właśnie bada. Słowo propozycja jest tu może nie na miejscu, bo chcąc ratować siebie i matkę, Dina nie ma wyboru – staje się portrecistką, wybranych przez doktora Cyganów.

Po wojnie akwarele stają się jednym z najważniejszych świadectw zagłady Cyganów w obozie, stają się także przyczyną sporu, między autorką a muzeum KL Auschwitz-Birkenau, w który to spór angażują się autorytety, ludzie kultury, środowiska romskie, żydowskie i byli więźniowie obozu zarówno w Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszka Dina.

Prawo własności prywatnej, będące świętością w Ameryce, zostaje przeciwstawione prawu wielu (Polaków, Cyganów, byłych więźniów obozu) do zachowania fragmentu własnej historii (społeczność romska traktowała akwarele niemal jak świętość).

Tyle, jeśli chodzi o wątek główny. Mnie, jak zwykle, znacznie bardziej fascynowało to, co przewijało się gdzieś obok. Przede wszystkim doktor Mengele – potwór, miewający wszakże ludzkie oblicze, dla którego wartością nadrzędną zdawała się być nauka. Osobowość tego człowieka to materiał na co najmniej kilka książek i filmów. Podobnie jak historia Ewy, przygarniętej przez polską rodzinę, żydowskiej dziewczynki, która po latach rozpoczyna poszukiwania krewnych, by odnaleźć własną tożsamość.

„Farby wodne” to książka niezwykła, pokazująca różnych ludzi, którzy po wojnie znaleźli się w różnych miejscach, ale wszystkich łączyło jedno – traumatyczne doświadczenie obozu, każdy z bohaterów widział przeszłość z innej perspektywy, inaczej sobie z nią radził w teraźniejszości. Dla mnie, historia Diny Gottliebovej to tylko pretekst, by opowiedzieć o ranie, jaką w duszach wielu, stojących po obu stronach, najeżonego kolczastym drutem ogrodzenia, był obóz. Polecam bardzo.

http://czarne.com.pl/katalog/ksiazki/farby-wodne

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Farby wodne

Autor: Lidia Ostałowska

Wydawnictwo: Czarne

Rok wydania: 2011

ISBN: 978-83-7536-286-2

„zapamiętane. historie z gminy dobrzyniewo duże” – karol smaczny, mirosław miniszewski

Niewielki, bo zaledwie sześćdziesięciostronicowy album, idealnie wpisujący się w modny od kilku lat trend „ocalania od zapomnienia”. Na szczęście wpisujący się w ów trend z gracją i naturalnością.

Zebrane w publikacji opowieści od lat są ustnie przekazywane przez mieszkańców gminy Dobrzyniewo Duże, to wspomnienia zwykłe i niezwykłe. Bardzo podoba mi się sposób ich zaprezentowania, język przypominający mowę, zwroty jasno wskazujące, że spisujący musiał tych wszystkich historii wcześniej wysłuchać. Tematyka – różna, od pracy w polu, przez zwyczaje związane z obchodami poszczególnych świąt do wspomnień z okresu wojennego i magicznej opowieści o wujence Walerkowej. Wszystkie łączy jedno – wieś. Nie sposób byłoby „ulokować” owych opowieści gdzie indziej, są przesiąknięte prostotą, ludową mądrością, tym specyficznym sposobem postrzegania świata.

Choć kocham słowo pisane i to do niego właśnie przywiązuję największą wagę, pisząc o albumie „Zebrane”, nie sposób pominąć warstwy ikonograficznej, współtworzącej tę publikację w równej mierze, co tekst. O jakości zdjęć nie będę się wypowiadać, gdyż kompletnie się na tym nie znam, w moim odczuciu zestaw wykorzystanych fotografii to mieszanka przeszłości i teraźniejszości, połączenie dwóch przestrzeni, a miejscami próba zilustrowania tego, jak tradycja jest realizowana na gruncie współczesności.

Całość – całkiem przyjemna rzecz, do poczytania i do zadumy. Polecam uwadze.

W programie „Strefa Książki”, emitowanym na antenie TVP Białystok – troszkę więcej o autorach oraz o samym albumie.

„kobieta i mężczyźni” – manuela gretkowska

Świetna książka. Sprzed kilku lat, ale bardzo aktualna. Są oczywiście elementy charakterystyczne dla Gretkowskiej: kobieta, mężczyźni, seks, zdrada…., ale jest też coś nowego, niespodziewane spoiwo – depresja.

Główną bohaterką jest Klara, kobieta, z całkiem poukładanym życiem, której jedynym szaleństwem było chyba porzucenie tradycyjnej medycyny na rzecz akupunktury. Wszystko zmienia się, gdy mąż Klary – Jacek, ambitny architekt popada w depresję. Początkowo troskliwa i czuła żona, nie radząc sobie z apatią męża, przerywaną nadaktywnością i wybuchami gniewu, zaczyna skupiać się na sobie, zastanawiać nad własnymi potrzebami i szukać sposobu na odnalezienie się w nowej, niezwykle trudnej sytuacji.

Gdzieś obok Klary i Jacka, funkcjonują w tej opowieści postaci Joanny i Marka, jak dla mnie – znacznie ciekawsze. Joanna to typowa Matka Polka, wydaje się, że jej głównym zajęciem jest rodzenie dzieci i troszczenie się o rodzinę. Niby jest szczęśliwa, ale uwierają ją ambicje, chęć zrobienia czegoś dla własnej satysfakcji, dla siebie. Marek to przede wszystkim… przykładny katolik, dla którego katolicyzm stał się sposobem na życie – dosłownie, bo mężczyzna pracuje w katolickich mediach. Wiara, rodzina i patriotyzm to najważniejsze dla Marka wartości, którym podporządkowuje również (albo się stara) swoją żonę. Od momentu, gdy poznajemy Joannę i Marka, do końca książki ich życie ulega całkowitej przemianie. Joanna z kury domowej zmienia się w zaradną właścicielkę cukierni, Marek poznaje smak zdrady, poświęca to, co wcześniej uważał za święte na rzecz zauroczenia wyuzdaną dentystką Elżbietą i przechodzi na buddyzm. Całość przypomina nieco farsę i pewnie dlatego, zaskakuje uświadomienie sobie, ile w tym wszystkim prawdziwego życia…

To, co zawsze ceniłam w książkach, to przełamywanie stereotypów, dotykanie tematów tabu, nazywanie wprost tego, o czym w realnym świecie się nie mówi, co się omija niczym kolonie trędowatych. W „Kobiecie…” to temat depresji u mężczyzn. Już samo słowo depresja, dla wielu brzmi abstrakcyjnie, skoro nie widać jej na zdjęciu rentgenowskim, to znaczy, że jest jedynie wymysłem, a już depresja jako choroba, na którą zapadają mężczyźni to jakieś nieporozumienie, absurd. Otóż nie. Zdarza się zarówno kobietom jak i mężczyznom i tak – wywraca życie do góry nogami. Kto choćby otarł się o ten stan, wie, że potem nic już nie jest takie jak wcześniej. Polecam.

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Kobieta i mężczyźni

Autor: Manuela Gretkowska

Wydawnictwo: Świat Książki

Rok wydania: 2007

ISBN: 978-83-247-0557-3

„nocne zwierzęta” – patrycja pustkowiak

Pora zacząć literacki rok 2014. Na pierwszy ogień poszła pozycja z serii „archipelagi” wydawnictwa w.a.b., książkowy debiut Patrycji Pustkowiak.

Mam sporo pobłażliwości dla literackich debiutów, dla dzieł niewybitnych, za którymi stoi dwadzieścia lat czyjegoś życia, dla niedoskonałości upublicznionych, wynikających z wiary we własne zdolności, popartej szczerym uczuciem radości, jakiej dostarcza akt tworzenia… Wszystko rozumiem – chęci, potrzeby, pragnienia, ale nigdy nie zrozumiem jak ogólnopolskie wydawnictwo może wydać chłam (patrz  – Anna Janko „Pasja według św. Hanki”, Wydawnictwo Literackie, Kraków). Przez ponad 200 stron „Nocnych zwierząt” byłam przekonana, że mam do czynienia z kolejną literacką pomyłką, a „archipelagi” – seria trzymająca dotąd poziom, właśnie dotyka dna. Na szczęście mam też straszliwie uciążliwy zwyczaj czytania książek „od deski do deski”, dzięki czemu wiem, że „Nocne zwierzęta”, to książka, w której ostatni rozdział…, a po głębszym zastanowieniu – ostatni akapit, zmienia wszystko.

Za nic nie mogłam odnaleźć sensu w opisywaniu (kolejny raz) historii młodej kobiety mocno zaprzyjaźnionej z Jackiem Danielsem i kokainą. Ble, ble, ble… wszyscy już słyszeli o upadku człowieka, samoupodleniu i wszechobecnej samotności. Tyle, że coś jeszcze drzemie w tej opowieści…

Główna bohaterka Tamara Mortus to uosobienie kobiety upadłej, dawniej istoty fatalnej, czerpiącej z życia pełnymi garściami. Po latach wypełnionych poszukiwaniem mocnych, nie zawsze nocnych, wrażeń i ostatecznym ustaleniu co ją pociąga (alkohol i narkotyki – tak, seks – nie), Tamara dociera do martwego punktu – miejsca, gdzie uczucia związane z trwaniem w rzeczywistości funkcjonują jedynie w formie szczątkowej, bo też trwanie w rzeczywistości w takowej formie uprawia Tamara. Używki wyzwalają w niej zwierzęce instynkty, podsycane przez brutalne prawa rządzące, nurzającą się w kapitalizmie, cywilizacją. Nocą szczątki człowieczeństwa, zwierzęta w ludzkiej skórze, wychodzą na żer. Spragnione głębokich doznań, choć od dawna trwające w otępieniu, osobniki ruszają w miasto, by się zatracić.

Miasto… to mocny akcent w tej książce. Niby tło, ale jakieś takie żywotne, ruchliwe, oślizgłe, podstępne, kuszące labiryntem lokali, obezwładniające chorym oddechem, mające swoje tętno, do którego co wieczór dostraja się Tamara i jej podobni.

Ludzka natura ukazana w całej swej szkaradnej nagości. Polecam.

http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1579

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Nocne zwierzęta

Autor: Patrycja Pustkowiak

Wydawnictwo: w.a.b.

Rok wydania: 2013

ISBN: 978-83-7747-956-8