„przygoda fryzjera damskiego” – eduardo mendoza

„Kto, tak jak ja, nie dostąpił przywileju spędzenia większej części życia w domu wariatów, być może nie zna tej wielkiej prawdy: że wszyscy tam zamknięci wyraźnie dostrzegają szaleństwo pozostałych, lecz żaden nie widzi swojego.” [s. 253]

Powiedzieć, że ta książka jest specyficzna to za mało, powiedzieć, że jest w niej szaleństwo – nie dość, to jedna z najciekawszych mieszanek humoru, kryminału i groteski, jakie widziałam.

Głównego bohatera poznajemy, gdy niespodziewanie dla samego siebie, opuszcza dom wariatów. Bez środków do życia, bez perspektyw, ale z kryminalną przeszłością, postanawia odszukać swoją siostrę. Odbudowa więzi rodzinnych przebiega niezwykle szybko i sprawnie, dzięki czemu nasz bohater otrzymuje pracę w podupadającym zakładzie fryzjerskim swojego szwagra. Jest sumienny, pracowity i… zadowolony z życia. Do czasu, gdy na jego drodze staje piękna Ivet, a on sam zostaje wplątany w aferę z morderstwem w tle. Chcąc oczyścić swe imię oraz pomóc tajemniczej Ivet, damski fryzjer zamienia się w detektywa i na własną rękę próbuje rozwikłać zagadkę śmierci przedsiębiorcy Manuela Pardalota. W swoich staraniach przypomina żandarma z Saint Tropez – nieporadnego, naiwnego, by nie rzec głupiego, choć wytrwale dążącego do celu.

Choćby próba opisania przebiegu owego śledztwa jest pozbawiona jakiegokolwiek sensu, gdyż gwałtowne, niemożliwe do uzasadnienia zwroty akcji oraz zawiłość zależności pomiędzy bohaterami są trudne do ogarnięcia. Przy tym poziom absurdu, jaki udało się autorowi osiągnąć – doprawdy godne podziwu.

Każdy z bohaterów jest inny, ale każdy przerysowany i na swój sposób groteskowy. Ich zachowanie wzbudzać może w czytelniku emocje mieszane: od współczucia, przez niedowierzanie aż do niekontrolowanych wybuchów radości. Nie sposób brać na poważnie tej hiszpańskiej bandy indywiduów, trudno nie patrzeć na nich z politowaniem.

Choć akcja toczy się wokół zagadki śmierci Pardalota, samo jej rozwiązanie jest jakby kwestią drugorzędną. Całość bardziej przypomina komedię, aniżeli kryminał, chociaż ostatecznie, w finale autor nawiązuje do tradycji, do kryminałów w stylu Agathy Christie – wszyscy zebrani w jednym pokoju oczekują aż detektyw (w tym wypadku fryzjer) wskaże mordercę.

Próżno doszukiwać się w tej opowieści logiki, świat stworzony przez Mendozę, to świat pokręcony, wypaczony, odrealniony, a może po prostu naznaczony szaleństwem, widziany oczami niegroźnego wariata…

To powieść zupełnie nie w moim stylu, ale poprzez swoją inność niezwykle interesująca i niewątpliwie godna uwagi.

fot. materiały wydawcy
fot. materiały wydawcy

Wydawca o książce:

Pewien damski fryzjer, niezrównoważony lekkoduch, który jeszcze do niedawna pozostawał pod opieką lekarzy w szpitalu psychiatrycznym, wychodzi na wolność i niemal od razu wplątuje się w niebezpieczną intrygę. Uwiedziony przez seksowną femme fatale zgadza się wziąć udział we włamaniu. Nie ma pojęcia, że daje się wciągnąć w pułapkę, zastawioną przez tajemniczego, zamaskowanego przestępcę.

Przygoda fryzjera damskiego to zaskakujący i zarazem emocjonujący pastisz kryminału, który docenią zarówno wielbiciele gatunku, jak i oddani fani autora. Fabuła rodem z powieści Chandlera miesza się tu z przezabawną satyrą na rzeczywistość europejskiej metropolii.

Autor: Eduardo Mendoza

Tytuł: Przygoda fryzjera damskiego

Wydawca: Wydawnictwo Znak

Rok wydania: 2003

Przekład: Marzena Chrobak

Ilość stron: 290

Oprawa: miękka

ISBN: 83-240-0308-8

„wszystkie odcienie czerni” – ilona felicjańska

Na okładce tej książki, u góry, drukowanymi literami napisano THRILLER EROTYCZNY. I dobrze, że napisano, bo chociaż erotyczne to jest na pewno, to w sumie nie bardzo wiadomo co to jest. Zacznę więc od tego co pewne, od erotyki. Nie czuję się osobą kompetentną do wypowiadania się w kwestii literatury o silnym zabarwieniu erotycznym, ponieważ takowej nie czytuję. Pod tym względem książka Ilony Felicjańskiej stanowi dla mnie pewne novum, a jej czytanie było ciekawym literackim doświadczeniem.

Seksu jest tu sporo i to w różnych odsłonach, jest tradycyjnie, jest oralnie, analnie, jest i pozorowany gwałt, i seks grupowy – cała paleta możliwości, które główna bohaterka Anna, realizuje na żywo lub w sferze marzeń. Równie kolorowo, i to dosłownie, jest jeśli chodzi o partnerów – mąż, kochanek, przypadkowo spotkani mężczyźni, biali, czarny, żółty – niemal pełna gama kolorów, różnorodność w kwestii pochodzenia i statusu społecznego. O dyskryminacji nie ma więc mowy.

Słowo o głównej bohaterce. Anna pracuje w wydawnictwie, jest żoną wziętego prawnika, matką dwójki dzieci – niby taka przeciętna kobieta, z którą każda czytelniczka mogłaby się utożsamić, ale jakoś moich przyjaciółek nie stać na rozbijanie się po świecie, zwiedzanie japońskich klubów miłości, pływanie katamaranem, nie mówiąc już o tym, że nie mają mężów-bogatych prawników, jeszcze bogatszych kochanków i znajomych byłych szpiegów. Mnie też nie stać i też nie mam, więc mam za to pewien problem z utożsamieniem się z Anną, bardziej przypomina to serial „Dynastia” tyle, że uwspółcześniony i w wydaniu książkowym. No, ale wróćmy do Anny – często podkreśla, że choć nie ma już dwudziestu lat i urodziła dwójkę dzieci wciąż jest piękną, atrakcyjną i pożądaną kobietą. W jej związek wkrada się jednak rutyna, nuda i zobojętnienie, które sprawiają, że kobieta wdaje się w namiętny romans z Oskarem – seksownym, tajemniczym biznesmenem z mroczną przeszłością. Finał tej znajomości jest dość zaskakujący…

Jest też Paweł, mąż Anny, Polak o zapędach antysemickich, prawnik odnoszący sukcesy i coraz bardziej zaangażowany w sprawę koncernu farmaceutycznego, testującego nowy lek na AIDS, który to lek niestety zabija nie tylko wirusa, ale i nosiciela. Koncern jest klientem Pawła, którego wraz z kolejnymi niepokojącymi danymi o tysiącach ofiar w Afryce, gdzie testowano lek, dopadają coraz większe wyrzuty sumienia. W końcu mężczyzna chce nagłośnić sprawę, a to sprowadza na rodzinę Anny i Pawła poważne niebezpieczeństwo… i tutaj kończy się całkiem niezły początek dalej już całkiem kiepskiego thrillera. Dalej bowiem  mamy coraz bardziej banalne sceny rodem z hollywoodzkich filmów akcji – jest dramatyczna ucieczka, groźby, były szpieg (który teraz pisze książki), międzynarodowa afera, łapówki, powiązania, układy…itd. Oczywiście okazuje się, że wszyscy kłamią, są nie tymi, za których się podawali… ble ble ble i mamy happy end.

Co ciekawe autorka na skrzydełku okładki tej fascynującej lektury przyznaje: „W tej książce jest cząstka prawdy. Jak wielka? Tego nie powiem.”. Hmm… afera z koncernem farmaceutycznym jest raczej mało prawdopodobna, więc…

…gdybać jednak nie należy. Należy za to wspomnieć, że w całym tym kociołku, do którego autorka wrzuciła wszystko: intrygę, zdradę, seks, nietolerancję, dojrzewanie, perwersję, politykę, antysemityzm, rasizm, łapówkarstwo, kłamstwa, manipulacje, okraszając to wydarzeniami współczesnymi jak chociażby katastrofa samolotu prezydenckiego, jest coś, czemu warto przyjrzeć się bliżej. Oto pojawia się książka mówiąca o seksie z punktu widzenia kobiety. Mówiąca w dodatku dobitnie, mocno, wyraziście o tym, czego kobiety w Polsce się wstydzą, o czym nie umieją rozmawiać, co wciąż stanowi temat tabu – o własnej seksualności, o erotycznych fantazjach i marzeniach, o świństwach i perwersjach nigdy nie wypowiedzianych. Nie chcę się zastanawiać na ile była to prowokacja, na ile PR-owskie zagranie kobiety walczącej o utrzymanie statusu celebrytki, jak chcą niektórzy. Jeśli zadaniem tej książki było przełamanie wstydu i uświadomienie społeczeństwu, że panie mają pewne oczekiwania względem literatury kobiecej, że część z nich poszukuje w niej czegoś mocniejszego niż idealne uczucie, to myślę, że się udało. Nazwisko autorki gwarantuje bowiem „Wszystkim odcieniom czerni” zainteresowanie mediów.

Co do samej książki – paradoksalnie czyta się to całkiem przyzwoicie, szybko i bez większych problemów. Co do języka to uważam, że jest on charakterystyczny dla autora, jest jak podpis. Ilona Felicjańska podpisuje się „nagością”, „seksem”, „zdradą” i „członkiem”. I trzeba przyznać, że jest to podpis wyrazisty.

PS. Miałam okazję poznać Ilonę Felicjańską osobiście i muszę przyznać, że spotkanie z nią było bardzo miłym zaskoczeniem, głównie dzięki temu, że wbrew moim obawom, nie ma w sobie żadnego gwiazdorstwa. Jest miłą, niezwykle szczerą i bezpośrednią dziewczyną, a poznanie historii powstania „Wszystkich odcieni czerni” pomaga lepiej zrozumieć ten tekst i choć moja opinia na temat książki jest taka jaką widzicie powyżej, to życzę wszystkim, którzy ją przeczytają spotkania z Iloną. To najlepsze uzupełnienie tej opowieści – pouczające, zmieniające perspektywę i nadające samej książce nową wartość. Wartość, którą dać może tylko spotkanie z drugim człowiekiem.