„tęskniki” – joanna tołoczko

Tomik poezji…, a jak wiadomo na poezji to ja się nie znam. Wiem tylko, że się podoba albo nie podoba. Tyle, że w „Tęsknikach” trochę jest podobania, a trochę niepodobania. Bo ot takie sobie niby wierszyki, jakich wiele ukrytych jest w polskich szufladach. Ani wybitne ani fatalne, dalekie od skrajności. Nie porażają, nie zaskakują. Ktoś by rzekł nijakie… , ale wcale nie takie nijakie. To, co dla jednych jest nijakością, dla innych może być prawdą o życiu – często surowym, nieraz banalnym, prostym do bólu, choć tak skomplikowanym, pełnym uniesień, znaczonym wzlotami i upadkami, nasączonym emocjami. I takie są wiersze Joanny Tołoczko – proste, prawdziwe, szczere, choć miejscami właśnie banalne, gdzie indziej nieporadne… Mają w sobie jednak to coś, czego nazwać nie umiem. One krzyczą… najczęściej wykrzykują ból, bezmiar cierpienia, pustkę, samotność, śmierć. I te są najbardziej przejmujące. Przetkane gdzieniegdzie nadzieją, wiarą, miłością, choć odzwierciedlają stan ducha autorki, w rzeczywistości mogłyby być głosem tysięcy przeciętnych kobiet z ich marzeniami, troskami, lękami.

Jeśli mam być szczera, myślę, że te wiersze miałyby nikłą szansę, by zaistnieć gdzieś dalej w Polsce. Teraz wszystko jest produktem, który trzeba umieć sprzedać. A jak sprzedać zwyczajność, codzienność, łzy wylane w pustej sypialni, w tajemnicy przed światem?

Choć zdaję sobie sprawę, że literaturoznawcy mieliby pewnie mnóstwo „ale”, warto choćby zajrzeć do „Tęskników”. Kto wie, może gdzieś między wierszami odnajdziecie siebie…?

Reklamy

„czarownica z portobello” – paulo coelho

Już dawno tak bardzo nie chciało mi się pisać o przeczytanej książce. Tyle, że jeśli nie napiszę na ten temat choć kilku zdań, akt lektury wydaje mi się niepełny. Więc piszę…

„Czarownica z Portobello” to już moja kolejna próba zmierzenia się z fenomenem Paulo Coelho, a dokładniej kolejna próba zrozumienia tegoż fenomenu. Jak do tej pory, przypadła mi do gustu tylko jedna powieść tego autora, o ile dobrze pamiętam „Alef”. „Czarownica…” nie zmieniła tego stanu rzeczy.

Powieść jest historią młodej dziewczyny, jako dziecko zabranej z rumuńskiego sierocińca przez libańską parę. Kobieta u progu dorosłości rozpoczyna poszukiwania sensu własnego życia, odnajduje biologiczną matkę, odkrywa miłość do tańca, który pozwala jej wpadać w trans, poznaje tajemniczą Eddę, wierzącą w kult Wielkiej Matki… po drodze rodzi dziecko, rozbija cudzy związek i prowadzi przedziwne spotkania w Londynie, dzięki którym zyskuje sławę jako „czcicielka Szatana” i „czarownica z Portobello”.

Charakterystyczną cechą tej powieści jest polifoniczność. Narracja przybrała formę fragmentów wypowiedzi poszczególnych osób, związanych z główną bohaterką. Nie brak typowych dla Coelho słów kluczowych jak „nadzieja” czy banalnych „mądrości” w stylu Miłość nie jest nawykiem, zobowiązaniem ani długiem (…)miłość po prostu jest. Pseudoreligijny i pseudomistyczny bełkot.

Całość czyta się… hmm…szybko, ale jak mawia mój przyjaciel Jerzy „nic z tego nie wynika”. No może poza tym, że za druk i oprawę odpowiadały Białostockie Zakłady Graficzne. – przynajmniej ludzie mieli pracę. Nie polecam, ale jakby ktoś chciał:

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/23305/czarownica-z-portobello