„tęskniki” – joanna tołoczko

Tomik poezji…, a jak wiadomo na poezji to ja się nie znam. Wiem tylko, że się podoba albo nie podoba. Tyle, że w „Tęsknikach” trochę jest podobania, a trochę niepodobania. Bo ot takie sobie niby wierszyki, jakich wiele ukrytych jest w polskich szufladach. Ani wybitne ani fatalne, dalekie od skrajności. Nie porażają, nie zaskakują. Ktoś by rzekł nijakie… , ale wcale nie takie nijakie. To, co dla jednych jest nijakością, dla innych może być prawdą o życiu – często surowym, nieraz banalnym, prostym do bólu, choć tak skomplikowanym, pełnym uniesień, znaczonym wzlotami i upadkami, nasączonym emocjami. I takie są wiersze Joanny Tołoczko – proste, prawdziwe, szczere, choć miejscami właśnie banalne, gdzie indziej nieporadne… Mają w sobie jednak to coś, czego nazwać nie umiem. One krzyczą… najczęściej wykrzykują ból, bezmiar cierpienia, pustkę, samotność, śmierć. I te są najbardziej przejmujące. Przetkane gdzieniegdzie nadzieją, wiarą, miłością, choć odzwierciedlają stan ducha autorki, w rzeczywistości mogłyby być głosem tysięcy przeciętnych kobiet z ich marzeniami, troskami, lękami.

Jeśli mam być szczera, myślę, że te wiersze miałyby nikłą szansę, by zaistnieć gdzieś dalej w Polsce. Teraz wszystko jest produktem, który trzeba umieć sprzedać. A jak sprzedać zwyczajność, codzienność, łzy wylane w pustej sypialni, w tajemnicy przed światem?

Choć zdaję sobie sprawę, że literaturoznawcy mieliby pewnie mnóstwo „ale”, warto choćby zajrzeć do „Tęskników”. Kto wie, może gdzieś między wierszami odnajdziecie siebie…?

Reklamy

„gwiazdozbiór psa” – peter heller

Kiedy termometr za oknem dobije do 27 kresek (powyżej zera oczywiście), znak to, iż pora na wakacyjne lektury. Co prawda 27 stopni odnotowaliśmy już jakiś czas temu, ale obowiązki sprawiły, że dopiero na początku lipca miałam okazję zastanowić się nad tym, co by tu można podrzucić koleżankom i kolegom do wakacyjnego plecaka. I mam już pierwszą, tegoroczną książkę-faworytkę.

Bestseller Petera Hellera to z pozoru ten typ książki, która nie może niczym zaskoczyć. Dedukuję to z… opisu na okładce. Gdy wzrok, kolejny raz, zatrzymuje się na słowach wskazujących, że akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie, człowiek zaczyna się zastanawiać, co też u licha nowego można jeszcze o tym napisać? Ludzkość wybito w literaturze i filmie na dziesiątki jeśli nie setki sposobów, choć najpopularniejsze to wciąż meteoryt, broń nuklearna i epidemia. I epidemią właśnie załatwił Heller gatunek Homo sapiens w swojej powieści.

„Gwiazdozbiór psa” to świat opisany przez pryzmat losu jednostki, głównym bohaterem i narratorem zarazem jest Hig, mężczyzna w sile wieku, który podczas epidemii grypy, stracił całe swoje życie. Jego domem od lat jest hangar na lotnisku, najbliższym przyjacielem – pies Jasper, rodziną – Bangley, jedyny zdrowy człowiek w okolicy, pasją – latanie cessną z 1956 roku. Podczas jednego z lotów, Hig słyszy w radiu głos człowieka. Wspomnienie tego głosu nie daje mu spokoju. W końcu wyrusza na poszukiwania.

Fabuła może niezbyt odkrywcza, bowiem motyw podróży powtarzany jest w literaturze od lat, tyle że… nie o akcję tu chodzi. Powieść Hellera jest jak rozpaczliwy głos człowieka w pustej przestrzeni. Główną rolę grają emocje bohatera. „Gwiazdozbiór psa” jest próbą odpowiedzi na pytanie, gdzie jest granica wytrzymałości człowieka. Jest też studium samotności i rozpaczy, opisem bólu po stracie przyjaciela i odradzającej się woli życia. Właściwie to nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej, w jakiejkolwiek książce odnalazła tak przejmujący obraz owej, wspomnianej już, samotności, ale też mało znam piękniej namalowanej słowem nadziei. Bo to właśnie nadzieja stanowi zakończenie tej opowieści.

Krótko mówiąc, książka godna miana „bestseller”. Polecam bardzo:

http://www.insignis.pl/book/index/74/Gwiazdozbior-psa.html

***

zakrywam dłonią nie moją kościstość

osłaniam prześcieradłem rumianość lic

spuszczam wzrok rozbiegany

rozedrgane nozdrza uspokajam oddechem

 

wykrawam z piersi mojej twoją nieobecność

bolesną

 

wypuszczam więzione myśli

usuwam plamę strachu

wybielaczem z reklamy