„biały stok” – mira łuksza

Ja naprawdę jestem poetycko uszkodzona, tzn. mam uszkodzony jakiś receptor, pozwalający odczytywać poezję. Życie jednak ma to do siebie, że często zmusza nas do pokonywania słabości i barier wszelakich. Pokonałam więc i przeczytałam tomik poezji Miry Łukszy. No i doznałam rozdwojenia jaźni. Pojawiły mi się w głowie momentalnie dwa rodzaje myśli, dwa odczytania, dwoistość w umyśle mi zakiełkowała.

Mira Łuksza pochodzi z Podlasia i o Podlasiu pisze. Zazwyczaj tworzy w języku białoruskim, ale tym razem stworzyła po polsku. Dwoistość w moim umyśle zdaje się nie być przypadkowa, bo wystarczy spojrzeć na spis treści, by zrozumieć, że w „Białym stoku” znajdziemy utwory zarówno dotyczące samej stolicy Podlasia, jak i regionu. Większość to miniaturowe obrazki, słowem malowane pejzaże miejsc widziane przez pryzmat człowieka. To, co dostępne ogółowi w postaci konkretnego punktu na mapie, autorka pokryła mgiełką własnych wspomnień, skojarzeń, odczuć, nałożyła na owe punkty siatkę utkaną z pamięci o ludziach jej bliskich. Stworzyła w ten sposób wrażenie intymności, bliskości, więzi z miejscem.

Przewijają się przez kartki „Białego stoku” ulice miasta i małe wsie, pojawiają się imiona i nazwiska – nieznane i rozpoznawalne. Trudny to tomik. Trudno mi znaleźć granicę, po przekroczeniu której uczucia poetki zaczynają być moje. Kolejna dwoistość – autor i czytelnik. Tę podwójność wszechobecną można wskazać, można wyróżnić i nazwać, ale nie można rozdzielić – ogólne i prywatne, białostockie i regionalne, polskie i białoruskie, jej i moje… Podlasie.

 

Do poczytania:

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121124/OBSERWATOR/121129725

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130227/REGION05/130229677

Do obejrzenia:

http://www.tvp.pl/bialystok/mniejszosci/tydzien-bialoruski/wideo/17022013/10099071

 

 

Reklamy

„assassin’s creed objawienia” – oliver bowden

Swoją przygodę z książkami z serii “Assassin’s Creed” zaczęłam troszkę przypadkiem i nie z własnej woli. Po przeczytaniu pierwszej części „Renesansu” przyjęłam, że zakładany odbiorca nie jest ambitny, jest za to fanem gier komputerowych, więc przeczyta tę książkę z uśmiechem. Na wszelkie niedoskonałości przymknęłam oko, tłumacząc sobie, że i takie lektury są potrzebne. Potem pojawiło się „Bractwo” – część druga i zarazem kontynuacja losów Ezia Auditore da Firenze. Utrzymana w tym samym klimacie, równie mało ambitna, ale skoro już przyjęłam, że nie o ambicję tu chodzi, to niech będzie. Przyszła jednak część trzecia „Tajemna krucjata” (i wcale nie kontynuacja losów Ezia), przy której wyczerpała się moja cierpliwość w stosunku do tej serii: koszmarna książka, koszmarnie napisana. Bo czy to gust czytelniczy mi się wyostrzył czy może język, nagle straciłam wszelką tolerancję dla banału, głupoty i bezmyślnego nadużywania krwi na kartach powieści.

Kiedy więc pojawiła się część czwarta, załamałam ręce, ale że kieruję się w życiu prostą zasadą „trzeba poznać, by ocenić” – cierpliwie przeczytałam. I werdykt brzmi – jest to najlepsza z czterech części „Assassin’s Creed”. Przede wszystkim nieporównywalnie lepszy język, styl, sposób narracji, któremu nareszcie bliżej do ksiązki niż gry komputerowej. Tak jak w poprzednich przypadkach, nie jest to lektura ambitna, bo gdyby to jakoś sklasyfikować nazwałabym tę historię typową przygodówką. Ale jest i tajemnica, i romans, i przyjaźń i zakończenie, które podnosi wartość tej książki w moich oczach. Po trzech tomach bijatyk, rozlewu krwi, agresji, główny bohater u kresu życia odkrywa co tak naprawdę ma wartość, co sprawia mu radość, pozwala odczuwać szczęście.

Jest w tym czwartym tomie sporo nawiązań do poprzednich części, więc pewnie trudno by mi było sprawnie się poruszać w tym gąszczu przygód i wspomnień bez ich znajomości – to z kolei sprawia, że każdy potencjalny czytelnik powinien rozważyć czy faktycznie chce poświęcić swój czas na przebrnięcie przez grubo ponad tysiąc stron, by dotrzeć do satysfakcjonującego finału.

Nadal nie jestem fanką tego typu powieści, etykietka „na podstawie gry” już pewnie zawsze będzie wzbudzała we mnie obawy, ale ten świat jest piękny przez swoją różnorodność, z niej możemy czerpać i wybierać, ona pomaga nam stworzyć własne wzorce tego, co piękne i wartościowe, więc cieszę się, że przytrafiła mi się ta czterotomowa podróż z Asasynami – pozwoliła ukształtować gust i nauczyć się wyrażać krytykę.

http://www.insignis.pl/book/index/67/Assassin-s-Creed–Objawienia.html