„seks na kredyt, czyli jak dostać gratis” – hanna bakuła

Można Bakułę lubić, można nie, ale raczej trudno przejść obok niej obojętnie. „Seks na kredyt” to zbiór ironiczno-satyrycznych tekstów dotyczących relacji damsko-męskich, a właściwie głównie ich fizycznego aspektu. Bakuła okiem fachowca (czterech mężów, liczba kochanków nieznana) zerka do przeważnie polskich sypialni, by bezlitośnie obnażyć brak wyobraźni polskich mężów, przewidywalność „viagruszków” i ich niemal niepełnoletnich kochanek, znudzenie żon oraz uaktualnić listę męskich kompleksów.

Podobno nie mam poczucia humoru, pewnie dlatego owe wywody bawią mnie raczej średnio, częściej dziwią lub nużą, ale podejrzewam, że każdy, u kogo poziom poczucia humoru utrzymuje się na normalnym poziomie doceni nie tylko niewątpliwą inteligencję autorki, ale i jej cięty dowcip. Nie wiem tylko czy będzie do śmiechu tym, którzy w opisach Bakuły odnajdą fragmenty własnego życia (nie tylko seksualnego).

Swoją drogą niezwykle cenię u ludzi, w tym piszących, odwagę. Wynika z tego, że cenię Bakułę – mówi, co myśli. Śmiało, wprost, często dosadnie. Obce jest jej pojęcie poprawności (zwłaszcza politycznej), skrępowania czy wstydu. Jeśli więc szukacie książki z rodzaju „co w alkowie piszczy” – Bakułę polecam.

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Seks na kredyt, czyli jak dostać gratis

Autor: Hanna Bakuła

Wydawca: Burda Książki

Data premiery: 2014-06-18

Ilość stron: 400

ISBN: 978-83-7778-690-1

Reklamy

„bastard” – andrzej dziurawiec

Brakowało mi już straszliwie dawki solidnego kryminału lub thrillera. Może dlatego, że kryminał i thriller to jedne z tych niewielu form literackich, które czytam, bo lubię, a nie dlatego, że muszę. Raz na jakiś czas robię więc sobie przerwę od wszystkiego i wchłaniam kryminalną zagadkę. Tym razem trafiłam na „Bastarda” i muszę przyznać – bawiłam się świetnie. Nie sposób zresztą się nie bawić, gdy sam język narracji wywołuje uśmiech na twarzy. Mieszanina ironii, dowcipu i tego czegoś, co sprawia, że choć obok trup ściele się gęsto, nie przytłacza czytelnika ponury nastrój. Jeśli miałabym być precyzyjna, to widać co prawda delikatną zmianę, jakby „spoważnienie” języka w ostatniej części książki, gdy główny bohater zbliża się do rozwiązania zagadki, ale nie wpływa to w sposób znaczący na wrażenie ogólne.

Trzeba też przyznać, że w tym thrillerze, było co rozwiązywać… wpływowy biznesmen, wielkie pieniądze, stara fabryka, kilka zabójstw (tu w roli głównej brzytwa), banda nazistów, historia sprzed lat, a do tego potomkowie Czyngis-Chana. Obrazu całości dopełniają dwaj nie znoszący się serdecznie policjanci – Szubert i  Szuman. Przyczyną ich wzajemnej niechęci jest kobieta – była Szuberta, obecna Szumana. Jedna i ta sama. Paradoksalnie jednak to ona wytwarza pomiędzy nimi niewidoczną niemal, szorstką, często brutalną nić porozumienia. Chociaż Szubert i Szuman stanowią duet niebanalny, to jeden z nich – Szubert gra w tej powieści pierwsze skrzypce – emeryt, legenda policji, bohater. Wynajęty, za okrągłą sumkę, przez tajemniczego biznesmena Salomona, dostaje zadanie – odszukać mordercę młodego archiwisty.

Cała historia jest dość zawiła, pojawiają się poboczne wątki, czytelnik stopniowo odkrywa kolejne fakty i powiązania, ale niemal do samego końca trudno jest wytypować mordercę. Czyta się świetnie! Książka napisana z fantazją i humorem – polecam bardzo:

 

http://wab.com.pl/?ECProduct=1556