„zimny wiatr” – arnaldur indriðason

Bardzo przyzwoita książka, choć po przeczytaniu czterech poprzednich kryminałów z Erlendurem Sveinssonem w roli głównej, już nie tak porywająca jak „Głos” czy „Jezioro”. Indriðason trzyma się schematu: wątek główny – aktualne śledztwo, równolegle opis osobistego życia Erlendura i zjawisko czy też raczej problem społeczny. I tak główny wątek to śledztwo w sprawie zabójstwa ciemnoskórego chłopca, którego ciało znaleziono w kałuży krwi przed blokiem. W tym samym czasie okazuje się, że zaginął przyrodni brat ofiary – pochodzący z Tajlandii nastolatek. Erlendur wraz z Elinborg i Sigurdurem Olim rozpoczynają poszukiwania nastolatka oraz mordercy, nie wykluczając, że mogła to być zbrodnia na tle rasistowskim. Tak dochodzimy do problemu społecznego czyli rasizmu i tolerancji lub jej braku wobec emigrantów w islandzkim społeczeństwie. W międzyczasie Erlendur nadal zmaga się z demonami przeszłości i chorobą byłej szefowej, która uważa go za swojego przyjaciela.

Właściwie trudno czytelnikowi odgadnąć jaki był motyw zbrodni. Rozwiązanie zagadki okazuje się banalnie proste, a przez to przerażające. Bezsensowność śmierci dziecka – to jest to, co rzeczywiście porusza w „Zimnym wietrze”.

Jest w tej opowieści jeszcze jeden wątek, który przykuł moją uwagę. W czasie śledztwa policjanci zatrzymują Andresa – mężczyznę, mającego całkiem bogatą kartotekę. W „Zimnym wietrze” jest to jednak postać niejednoznaczna, z jednej strony przestępca, z drugiej – nawet po latach – wciąż przerażony chłopiec, borykający się z traumatycznymi wspomnieniami molestowania przez ojczyma. Poruszający obraz dorosłego człowieka, nie umiejącego rozliczyć się z przeszłością, wciąż odczuwającego upokorzenie i lęk przez dawnym oprawcą. Bardzo żałuję, że historia Andresa to tylko migawka w powieści Indriðasona.

Ogólnie rzecz ujmując – dobra książka, tylko tej iskry zabrakło… a jednak polecam.

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Zimny wiatr

Autor: Arnaldur Indriðason

Przekład: Jacek Godek

Tytuł oryginału: Vetrarborgin

Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal

Rok wydania: 2013

ISBN: 978-83-7747-936-0

Reklamy

„głos” – arnaldur indriðason

Doskonale napisany „więcej aniżeli kryminał”. Książkę czyta się jednym tchem. Jej największym atutem jest połączenie kilku historii w jednej opowieści.

Szkielet, w oparciu o który budowana jest fabuła to morderstwo portiera w jednym z największych hoteli w Reykjaviku. Mężczyzna zostaje znaleziony w swoim pokoiku, w piwnicy hotelu. Ma na sobie strój św. Mikołaja, spuszczone spodnie i prezerwatywę na członku. Śledztwo ujawnia, że mężczyzna o imieniu Gudlaugur, był niegdyś dziecięcą gwiazdą – śpiewał jako solista w chórze. W wieku dwunastu lat w wyniku mutacji stracił jednak swój niezwykły dar czym rozczarował wymagającego ojca. Spotkania ze znajomymi zamordowanego portiera, rozmowy z jego siostrą ujawniają tragiczną historię dziecka, któremu odebrano dzieciństwo. To poruszający opis chorej relacji ojca i syna, w której rodzic pełni rolę wyroczni, kształtuje los dziecka według własnego „widzimisię”, nie pytając o zdanie syna. Realizuje własne marzenia niejako zmuszając dziecko do śpiewu, snując przy tym wizje wielkiej, międzynarodowej kariery chłopca, jednocześnie nie zdając sobie sprawy z tego jakim dramatem stanie się moment utraty przez Gudlaugura głosu.

Gdzieś w tle trwającego śledztwa toczy się proces ojca, oskarżonego o znęcanie się nad własnym synem. Sprawę prowadziła policjantka, Elinborg, którą mocno poruszyła historia pobitego dziecka. Przekonana o winie ojca chłopca, z uwagą śledziła proces. Ostatecznie, rozwiązanie sprawy zaskoczyło wszystkich. Przy okazji tego wątku pojawiają się niepokojące informacje dotyczące znęcania się nad dziećmi, próba analizy zachowań oprawców i wniosek – prawo jest niemal bezsilne wobec tego procederu.

Wątkiem, który wydał mi się najciekawszy, jest ten dotyczący policjanta prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa portiera, znanego już z wcześniejszych powieści tego autora – komisarza Erlendura. Policjanta prześladuje tragedia z przeszłości. Jako dziecko komisarz wraz z bratem znalazł się w górach, nadeszło załamanie pogody, obaj chłopcy zgubili się w szalejącej śnieżycy. Erlendura odnaleziono, jego młodszego brata – nie. To doświadczenie na zawsze zmieniło życie zarówno Erlendura jak i jego rodziców. Komisarz nigdy nie wybaczył sobie, że puścił rękę brata, ojciec chłopców zamknął się w sobie, obarczając się winą za to, że zabrał ze sobą dzieci. Nie bez znaczenia był fakt, że ciała młodszego z braci nigdy nie odnaleziono, chłopca uznano za zaginionego, co sprawiło, że rodzina nie była w stanie uporać się z tym, co się stało. Przeszkodą, nie pozwalającą pogodzić się ze śmiercią chłopca, było dręczące pytanie: czy mógł przeżyć? A jeśli tak, to co się z nim dzieje? Poczucie odpowiedzialności, wpajane Erlendurowi od dziecka, jako temu starszemu, który winien opiekować się młodszym bratem, doprowadziło do rozpadu małżeństwa komisarza i zerwania przezeń kontaktu z własnymi dziećmi – Evą Lind i Sindrim. Po tym, co wydarzyło się w górach, Erlendur nie był w stanie wziąć odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dzieci, cierpiące z powodu porzucenia przez ojca, zaczęły się staczać. Eva Lind walczyła z narkomanią, Sindri z alkoholizmem. W „Głosie” poznajemy zaledwie wycinek trudnych relacji komisarza z córką, która odnalazła go po latach. Cierpiąca po stracie dziecka dziewczyna, szuka kontaktu z ojcem, stara się nadrobić stracone lata i stworzyć między nimi nić porozumienia. Przy okazji szuka też odpowiedzi na pytanie dlaczego ojciec ich porzucił.

Wszystkie te historie łączy jedno – każda z nich opowiada o tragedii dziecka, każda mówi o tym w inny sposób, każda stanowi odrębną opowieść, choć we wszystkich dominują uczucia osamotnienia, odrzucenia i poczucia winy. Polecam bardzo:

http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1182

 

„jezioro” – arnaldur indriðason

Nie piałam z zachwytu po przeczytaniu „W bagnie” ani „Grobowej ciszy” – ot takie sobie kryminały, przeciętne całkiem, niezapamiętane zupełnie. Po „Jezioro” sięgnęłam więc bez szczególnych oczekiwań. Tyle, że to, co znalazłam w środku poruszyło mnie całkiem solidnie. Myślę, że sklasyfikowanie tej ksiązki jako kryminału jest bardzo krzywdzące. Sama intryga, choć bardziej uzasadnione byłoby stwierdzenie „próba rozwiązania kryminalnej zagadki sprzed lat” schodzi na plan drugi. Dlatego też uważam, że określenie „Jeziora” jako kryminału to nieporozumienie, czytelnik oczekuje bowiem pewnych konkretnych, przypisanych temu gatunkowi cech i jeśli nie spróbuje darować sobie spojrzenia przez pryzmat kategorii poczuje się zapewne rozczarowany. Nie będzie wartkiej akcji, nagłych jej zwrotów, nie ma oplatającej wszystkich intrygi, a i zakończenie nie wydaje się szczególnie zaskakujące, policjant Erlendur to jakaś ciapa, a jego ludzie mało lepsi – policjantka Elinborg  zajmuje się głównie swoją książką kucharską, jedynie Sigurdur Oli wykazuje w tym gronie odrobinę… hmm… energii w działaniach. Tak naprawdę pierwsze skrzypce gra tu tragiczna historia Tomasa – Islandczyka, studiującego niegdyś w NRD. Poruszający opis systemu totalitarnego, strachu, rozczarowania, nieustannej inwigilacji i walki młodych ludzi o to, by coś się zmieniło. Niesamowita atmosfera powojennego Lipska stanowi tło indywidualnego dramatu. Tomas – zagorzały socjalista wyjeżdża do NRD na studia, tam poznaje młodą Węgierkę – Ilonę, zakochuje się ze wzajemnością. Niebawem odkrywa, że Ilona spotyka się z grupą młodzieży o poglądach antysocjalistycznych. Dzięki dziewczynie i jej znajomym oraz na podstawie własnych obserwacji Tomas dostrzega, że to, co dzieje się w NRD niewiele ma wspólnego z ideałami, w które wierzy. Pewnego dnia jego ukochana zostaje aresztowana i znika bez śladu. Mimo upływu czasu Tomas nie może zapomnieć o Ilonie, wraca do Islandii, ale nigdy nie udaje mu się ułożyć sobie życia. Po latach dowiaduje się, że Ilonę zatrzymano, gdyż doniósł na nią jego przyjaciel. To odkrycie sprawia, że Tomas zostaje mordercą.

Tę lekturę czyta się doskonale, choć historia Tomasa to materiał na inną powieść. Trudno mi właściwie ocenić „Jezioro”, bo pierwszy raz od dawna po przeczytaniu książki czuję się w nią emocjonalnie zaangażowana. Wiem, że brzmi to dziwnie, ale nie potrafię lepiej tego wyjaśnić. „Jezioro” jest przede wszystkim o człowieku, o miłości, złości, niemocy, o pustce i samotności, o życiu wspomnieniami i duchowej śmierci za życia. To książka o krzywdzie, o tym jak niewiele w obliczu systemu znaczy jednostka, o zdradzie, fałszu i naiwności. Jest o wszystkich odcieniach emocji. Nie tak trudno je dostrzec, wystarczy przestać próbować umieszczać tę opowieść w odpowiedniej szufladce. Polecam:

http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1358&ec=mroczna-seria