„pokolenia. wiek deszczu, wiek słońca” – katarzyna droga

Czasami zastanawiam się, jakim cudem, udaje mi się ciągle coś czytać, skoro sama przed sobą przyznaję się jedynie do miłości do kryminałów i thrillerów… Cóż, bardzo możliwe, że wynika to z przekonania, iż żeby czegoś nie lubić trzeba to najpierw poznać, trzeba tego spróbować. Również z racji tego, że moja praca opiera się częściowo na czytaniu książek, zdarza się, że w moje ręce trafiają publikacje kompletnie nie z kręgu moich zainteresowań czytelniczych. Tak trafiła do mnie książka „Pokolenia” Katarzyny Drogiej. Wiedziałam o niej tyle (o książce, nie o Katarzynie), że jest tam mocno rozbudowany wątek podlaski. Kiedy więc usłyszałam słowo „saga” w kontekście „Pokoleń”, przyznaję – zmroziło mnie. Oczyma wyobraźni widziałam już serię niekończących się nieszczęśliwych miłości, zdrad, intryg z przemijaniem, śmiercią i, oby, zmianami społeczno-kulturowymi w tle, i chociaż to wszystko w „Pokoleniach” znajdziemy, ma w sobie ta książka jakąś magiczną siłę, sprawiającą, że losy głównych bohaterów – Janki i Leszka, wydają się chwilami dziwnie znajome, a sami bohaterowie – bliscy.

Katarzyna Droga zbudowała powieść wielopłaszczyznową i każdy czytelnik sam może wybrać to, co jest dla niego najważniejsze. Mnie poruszył przede wszystkim obraz pokolenia wojny – ludzi, którzy przetrwali strach, głód, poniżenie, umknęli wszechobecnej śmierci. To opowieść o ludziach, każdego dnia próbujących jak smakuje „normalność”, drżących na sam dźwięk słowa wojna, zmuszonych budować swą dorosłość, wolność, niezależność na zgliszczach, skazanych na wieczną walkę z pamięcią i niepamięcią, z demonami przeszłości, zmagających się z odpowiedzią na pytanie o sens i wartość własnego istnienia, rozpaczliwie pragnących żyć pełnią życia, a jednocześnie zaszczutych przez nowy System, rozczarowanych tym, że rzeczywistość niewiele ma wspólnego z wizją świata, o który walczyli ich ojcowie, bracia, wujowie lub oni sami.

Białostoczanie odnajdą w „Pokoleniach” cudowny, plastyczny opis miasta podnoszącego się po wojnie, obraz rodzącego się środowiska inteligencji, którą władze partyjne próbują trzymać w ryzach: obietnicą, prośbą i groźbą.

Są też indywidualne historie: banalne, śmieszne, poważne, tragiczne. Jest miłość spełniona i ta, która spełnić się nigdy nie mogła, jest romans i zdrada, zabójstwo z miłości/zazdrości, jest szaleństwo po stracie dziecka , jest choroba i próba losu, jest czas weryfikacji – kto przyjaciel, kto wróg. Są małżonkowie i kochankowie, matki i córki, siostry i bracia, ojcowie i synowie. Jest w końcu tajemnicza rzeka Narew, dziwnie przypominająca życie: z zakrętami, wirami, wylewająca wiosną, by latem znów powrócić do koryta, biegnąca uparcie przed siebie.

„Pokolenia” czyta się znakomicie, główni bohaterowie niemal natychmiast zyskują sympatię czytelników. Akcja toczy się szybko, nie ma czasu na nudę. Ku mojemu zdumieniu, udało się autorce uniknąć przegadania (przy takiej opowieści? – chylę czoła!), pojawia się za to żonglowanie czasem : historia Janki przeplatana jest wstawkami z współczesności , obrazami Warszawy z 2012 roku.

Najistotniejsza jest jednak w tym wszystkim prawda, bowiem bohaterowie „Pokoleń” żyli naprawdę – w tym sensie książka ociera się o dokument. Wydarzenia opisane przez Katarzynę Drogą to prawdziwa historia rodziny autorki.  Świadomość tego również wpłynęła na mój sposób patrzenia na tę książkę, doskonale bowiem rozumiem chęć sięgnięcia do życia przodków, potrzebę umocnienia poczucia własnej tożsamości i ocalenia od zapomnienia ludzi, których kochamy.

Polecam  więc bardzo serdecznie:

http://onepress.pl/ksiazki/pokolenia-wiek-deszczu-wiek-slonca-katarzyna-droga,pokole.htm

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca

Autor: Katarzyna Droga

Wydawnictwo: Helion

Rok wydania: 2014

ISBN: 978-83-246-7721-4

Reklamy

„lista schindlera” – thomas keneally

W ramach nadrabiania zaległości, których się wstydzę, przeczytałam „Listę Schindlera” – historię Niemca, Oskara Schindlera, przemysłowca, który podczas II wojny światowej ratował Żydów przed śmiercią w obozach pracy i w komorach gazowych m. in. Oświęcimia. To nie jest książka, która ma się podobać. Podobanie nie ma tu nic do rzeczy. „Lista Schindlera” to po prostu lektura, którą trzeba przeczytać.

Mocnym punktem książki Keneally’ego jest język narracji – prosty, rzeczowy, bez wyolbrzymiania tragedii, bez operowania emocjami, dość chłodny, choć nie aż tak jak w przypadku Hanny Krall. Tutaj każde słowo jest odpowiednie – to jedyne określenie jakie przychodzi mi do głowy.

Sam Oskar Schindler, choć jego działania kwalifikują go do miana bohatera, wcale nie jest przedstawiany jako bohater. Wręcz przeciwnie – nie stroniący od alkoholu i miłosnych uciech, na kartach powieści wydaje się być zupełnie zwyczajnym człowiekiem, mającym swoje słabości, ale i zasady. Po początkowej fascynacji ideami narodowościowymi, przeżył polityczne rozczarowanie, a gdy wybuchła wojna i rozpoczęła się eksterminacja „podludzi”, brzydził się działaniami żołnierzy Rzeszy. Sam jednak lubił luksus, miał głowę do interesów i urok osobisty, który pomagał mu w stworzeniu szerokiej i bardzo pomocnej w prowadzeniu biznesu siatki kontaktów. Tak czy inaczej jego krakowska fabryka była częścią niemieckiego przemysłu wojennego. Schindler wstydził się tego, jak niemiecka armia traktuje Żydów, jednocześnie był na tyle sprytny, by znaleźć sposób na funkcjonowanie w ramach wojennego systemu i ocalić tylu braci wyznania mojżeszowego, ilu zdoła. Zaczął zatrudniać Żydów jako wykwalifikowanych robotników w swojej fabryce, nie pozwalał ich bić, dbał, by mieli zapewnione solidne posiłki i przyzwoite warunki mieszkalne. Co miesiąc wydawał fortunę na czarnorynkową żywność dla swoich pracowników oraz prezenty zapewniające przychylność oficerów SS i urzędników. W końcu chcąc uchronić pracowników przed śmiercią w obozach zagłady, przeniósł całą fabrykę na Morawy, a tych, którzy trafili w tryby machiny oświęcimskiej wyciągał przy pomocy pieniędzy, luksusowych trunków czy diamentów. Dzięki niemu praktycznie cały obóz Brinnlitz na Morawach, w którym przebywało (o ile dobrze pamiętam) ponad tysiąc osób, przetrwał do końca wojny.

Działania Schindlera graniczyły z szaleństwem, na każdym kroku ryzykował własnym życiem, jego znajomi uważali, że był żydofilem, opętanym dziwną chorobą. Nie ma sensu umieszczać tu wywodu, na temat moralnego aspektu postępowania Oskara Schindlera – uratował ponad tysiąc istnień ludzkich. Co do powieści Keneally’ego – to jedna z najcenniejszych literackich lekcji, jakich dane mi było doświadczyć.

 

Polecam bardzo: http://www.gandalf.com.pl/b/lista-schindlera/