„brudny dotyk” – monika mularczyk

„Brudny dotyk” opowiada o losach Niny – młodej kobiety, wychowanki domu, a właściwie domów dziecka, molestowanej przez swoich opiekunów. U progu dojrzałości, naznaczona piętnem przeszłości, kobieta nie umie sobie poradzić z relacjami wymagającymi emocjonalnego zaangażowania. Najtrudniejszy jest dotyk, kojarzący się bohaterce z czymś złym i brudnym. Niemal każda próba zbliżenia się do Niny, kończy się fiaskiem. Dziewczyna zbudowała potężny mur obronny, stworzyła gdzieś wewnątrz siebie bezpieczną przestrzeń, własny, intymny świat, do którego wstęp mieli jedynie jej przyjaciele z domu dziecka – Jacek i Marek. Kiedy mężczyźni giną w tragicznym wypadku, świat Niny zaczyna się walić.

Fabuła powieści Moniki Mularczyk stanowi przeciwwagę dla trudnej tematyki. Jeśli spojrzymy na historię Niny, nie wnikając w szczegóły, ujrzymy prosty schemat: ona jedna i ich dwóch (jeden – piękny, drugi – bestia). Tyle, że nawet banał, przybrany prawdziwymi, traumatycznymi przeżyciami („autorka dotarła do dorosłych dziś wychowanków, czego efektem jest splot ich życiorysów”), nabiera znaczenia.

Polska to dziwny kraj, gdzie temat seksu w wielu miejscach wciąż postrzegany jest przez pryzmat grzechu, a ofiary gwałtów spotykają się z ostracyzmem ze strony środowiska, w którym żyją. I żeby była jasność – nie jest to mój wymysł, ale słowa psychologów,  psychoterapeutów i prawników, z którymi rozmawiałam w ubiegłym roku, przygotowując materiał na ten temat. Kwestia molestowania dzieci jest jeszcze trudniejsza, bo przerażone, zagubione, skrzywdzone milczą, zbyt często odruchowo ignorowane, by zauważyć, że dzieje im się krzywda. Zbyt często są po prostu niczyje, więc nikt nie poczuwa się do odpowiedzialności za nie. To ciekawe, że zasada nie wścibiania nosa w cudze sprawy zaczyna obowiązywać nawet największe plotkary na osiedlu, gdy za ścianą słychać krzyki lub… nienaturalną ciszę.

Wchłonęłam tę książkę. Wchłaniając – wstrzymałam oddech. Nawet jeśli chwilami ociera się o banał, jest też krzykiem skrzywdzonych. To czy przystaniemy, by wysłuchać i spróbować zrozumieć czy też zignorujemy ten krzyk, zależy już tylko od nas.

Polecam: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/50904/brudny-dotyk

Reklamy

„w mrok” – andriej diakow

Druga książka Andrieja Diakowa wydana w ramach międzynarodowego projektu Metro 2033, zainicjowanego przez pisarza Dmitrija Glukhovsky’ego. „W mrok” to kontynuacja powieści „Do światła” i przyznać należy, że kontynuacja udana.

Cały projekt Metro 2033 osadzony jest w rzeczywistości postapokaliptycznej, wielką katastrofę przetrwali jedynie ci, którzy akurat znaleźli się w podziemiach moskiewskiego i petersburskiego metra. Powierzchnia ziemi została skażona substancjami radioaktywnymi i stała się domem dla zmutowanych zwierząt i ludzi. W podziemiach metra dzieje się więc akcja zarówno dwóch powieści Glukhovsky’ego 2033 i 2034, jak i Szymuna Wroczka „Piter” (również wydanej w ramach projektu). Andriej Diakow przenosi akcję na powierzchnię, w powieści „Do światła” pojawia się nadzieja na wyjście ludzi z tuneli, w postaci wyspy Moszczny.

Akcję powieści „W mrok” inicjuje jednak wydarzenie tragiczne – wyspa zostaje zniszczona w kolejnym nuklearnym wybuchu, giną wszyscy jej mieszkańcy, z wyjątkiem załogi Babla – pływającej platformy wiertniczej. Marynarze pod wodzą dziadka Afanasa docierają do metra w poszukiwaniu sprawiedliwości, żądają znalezienia i ukarania sprawcy wybuchu, grożąc mieszkańcom metra zagładą.

Głównymi bohaterami są znani z poprzedniej części stalker Taran i jego przybrany syn Gleb. To Taran ma przeprowadzić śledztwo w sprawie zniszczenia Moszcznego, ale i tak trudną sytuację komplikuje uprowadzenie Gleba.

Doskonała fabuła, napięcie stopniowo budowane utrzymuje się niemal do samego końca. Zaskakujące zwroty akcji, ciekawie poprowadzona narracja. Rozdzielenie Gleba i Tarana sprawia, że  powieść zyskuje dwóch niezależnie działających bohaterów, akcja dzieje się jednocześnie w różnych miejscach i czasie. Najpierw poznajemy przygody Tarana, ich uzupełnieniem jest kolejna część książki opowiadająca o losach Gleba, część trzecia łączy w sobie obie nicie, przeplata je by nareszcie ulokować obu bohaterów w tym samym punkcie czasoprzestrzeni.

W powieści pojawia się nowa, istotna postać – Aurora, dziewczynka, która po śmierci matki ucieka z domu, najbezpieczniejszego i najbardziej chronionego na terenie metra miejsca – schronu zwanego Edenem. Aurora towarzyszy Glebowi, budząc w chłopcu uczucia opiekuńcze, ucząc go czym jest odpowiedzialność za bezpieczeństwo i los drugiego człowieka.

Właściwie każdy spotkany po drodze mieszkaniec metra, to lekcja życia zarówno dla dzieci jak i dla doświadczonego stalkera. Nie ma tam postaci przypadkowych, nieważnych, każda z nich coś wnosi, każda ma coś do przekazania. Ostatecznie niezwykły związek Tarana i Gleba stanowi wartość w świecie bez wartości i dzięki temu obaj gromadzą wokół siebie ludzi, w głębi których wciąż żyją resztki człowieczeństwa.

W książce „Do światła” ujął mnie opis relacji Gleba – zagubionej sieroty, rozpaczliwie pragnącej ciepła i akceptacji oraz Tarana – człowieka niezależnego, samowystarczalnego, obawiającego się uczuć. W powieści „W mrok” Diakow pogłębia jeszcze bardziej związek obu bohaterów, Taran, który adoptując Gleba, poznał smak i siłę ojcowskiej miłości, zaczyna być innym człowiekiem, wrażliwszym na ludzką krzywdę, zdolnym do okazywania uczuć. Gleb z przerażonego dziecka staje się zaradnym chłopcem, silnym, odważnym, odpowiedzialnym, poczucie bezpieczeństwa odnajdującym w fakcie, że ma kogoś, kto go kocha i się o niego troszczy.

I jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało, opowieść o Taranie i Glebie, jest przede wszystkim opowieścią o miłości, czasem bolesnej i trudnej, bo osadzonej w świecie pozbawionym uczuć, ale o miłości… pięknej, mocnej, zdolnej zmieniać rzeczywistość.

Książka kończy się zapowiedzią kolejnej części, ojciec i syn wraz z przyjaciółmi i towarzyszami broni chcą wyruszyć w poszukiwaniu ocalałych ludzi i miejsca podobnego do unicestwionej wyspy, miejsca, gdzie człowiek będzie miał szansę na godne życie. Czekam z niecierpliwością.