„zahir” – paulo coelho

Taaak… od lat próbuję dociec w czym tkwi fenomen książek tego pana. Książek, które do mnie nie przemawiają lub przemawiają w sposób umiarkowany bardzo. Podobał mi się „Alef”, choć już nawet nie pamiętam o czym był. Zdarzają się bowiem temu panu rzeczy przyzwoite i „Zahira” też bym do nich zaliczyła. Problem w tym, że Paulo Coelho lubi pisać. Lubi pisać tak bardzo, że aż za bardzo. Większość przeczytanych przeze mnie książek jego autorstwa można by streścić jednym zdaniem. Z „Zahirem” jest właściwie podobnie. Całość zamknąć można w stwierdzeniu: „(…) cierpienie rodzi się wtedy, gdy oczekujemy, że inni będą nas kochać tak, jak to sobie wymyśliliśmy (…)”[i]. Takich mądrości jest oczywiście, jak na Coelho przystało, o wiele więcej.

Oprócz mądrości jest też coś jakby fabuła. Oto główny bohater jest znanym pisarzem, dziwnie przypominającym autora. Z pozoru prowadzi całkiem przyjemne i wygodne życie u boku swej żony Ester – korespondentki wojennej. Pewnego dnia okazuje się jednak, że Ester znika. Średnio zrozpaczony pisarz wiąże się z inną kobietą i próbuje zapomnieć o małżonce. Jak na złość zapominanie idzie mu bardzo opornie, a właściwie wcale – Ester staje się jego obsesją. W końcu postanawia odnaleźć kobietę, którą w końcu uznał za miłość swojego życia.

Opowieść uduchowiona wielce, jak zawsze u Coelho, i dość abstrakcyjna dla polskiego czytelnika, choć tym razem czyta się zadziwiająco dobrze. No cóż… niewiele się zmieniło. Ani mnie to ziębi, ani grzeje. Kto lubi Coelho, ten się nie zawiedzie.

[i] Paulo Coelho, Zahir, Drzewo Babel, Warszawa 2005, s. 263.

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Zahir

Autor: Pulo Coelho

Rok wydania: 2005

Wydawnictwo: Drzewo Babel

Liczba stron: 267

Reklamy

„prawda” – michael palin

Lektura lekka, łatwa i całkiem przyjemna. Czyta się właściwie… migiem. Historia niezbyt wymyślna i dość przewidywalna. Głównym bohaterem jest Keith Mabbut, dziennikarz aspirujący do miana pisarza, przeciętny człowiek z przeciętnymi problemami. Keith boryka się z brakiem pieniędzy i swoim artystycznym niespełnieniem, jego relacje z synem najlepiej określa słowo „trudne”, żona chce rozwodu, a on sam podejmuje nieudolną próbę zainteresowania swoją osobą kobiety, w której widzi potencjalną towarzyszkę życia. Propozycja napisania biografii znanego ekologa Hamisha Melville’a sprawia, że nagle życie Mabbuta nabiera tempa. W pogoni za, unikającym dziennikarzy jak ognia, Hamishem, Keith trafia do Indii. Wyprawa okazuje się być jednym z najważniejszych doświadczeń w jego życiu. Na własne oczy ogląda zagładę świata miejscowych plemion i coraz bardziej angażuje się w kwestie ochrony środowiska naturalnego. Tyle, że bohater ksiązki Mabbuta wcale nie jest święty, ma na swoim koncie mniejsze i większe grzeszki, a wydawcy coraz natarczywiej domagają się ukazania ciemnej natury Hamisha Melville’a.

Fabuła idealnie nadająca się do ekranizacji, ale obawiam się, że jeśli kiedykolwiek powstanie na podstawie „Prawdy” film, to będzie jedynie kolejną produkcją przygodowo-sensacyjną, ani dobrą, ani złą.

Warto zaznaczyć, że w książce znajdziemy wątek polski w postaci dość charakternej (moim zdaniem) żony głównego bohatera – Krystyny. Nie zabrakło też dylematów moralnych z kategorii „mieć czy być?”, jest polityka, biznes i duże pieniądze, naiwna wiara w ideały i przemiana głównego bohatera. Krótko mówiąc – wszystko, co mieć powinna typowo wakacyjna lektura.

To nie jest książka, którą się zapamiętuje. To książka, przy której się odpoczywa.
http://www.insignis.pl/book/index/76/Prawda.html