„zabójcy bażantów” – jussi adler-olsen

Jako że niebo nad Białymstokiem przybrało barwy przyprawiające o ból głowy lub, jeśli ktoś woli, wpędzające w melancholię i jako że z tegoż nieba coś kapie, a w kręgosłupie coś łupie, a temperatura niebezpiecznie skoczyła w górę, postanowiłam oddać się jakiejś fascynującej lekturze. Niestety, mało co mnie fascynuje, a największe szanse na doświadczenie tego uczucia daje sięgnięcie po coś z dreszczykiem. Sięgnęłam i… przepadłam całkowicie na dwa wieczory. Schowałam się pod ciepłym kocem, postawiłam mur obronny z gorącej herbaty z malinami i odpłynęłam w świat duńskiego thrillera.

„Zabójcy bażantów” to naprawdę niezła powieść. Niezwykle wciągająca, prawdopodobna, choć przerażająca fabuła sprawia, że nie sposób się oderwać.

Główny bohater, Carl, to taka gwiazda duńskiej policji w stylu Wallandera – prywatnie samotny, z osiągnięciami na polu zawodowym, ze skłonnością do irytacji, gdy słyszy językową niezdarność swojego pomocnika Assada oraz z niechęcią odczuwaną na sam widok nowej współpracownicy, Rose. Kiepski z niego bohater, za to upór w jego wydaniu godny jest podziwu. Zwłaszcza, gdy chodzi o nieprzekonująco wyjaśnione sprawy. I właśnie taka sprawa sprzed lat stanowi punkt wyjścia dla działań szefa Departamentu Q duńskiej policji. Choć rzekomy morderca został schwytany i odsiaduje wyrok, Carl jest przekonany, że w zabójstwo zamieszanych jest więcej osób. Podejrzenie pada na grupę młodzieży ze szkoły z internatem. Śledztwo utrudnia fakt, że owa młodzież to dziś w większości jedne z najbardziej wpływowych osób w Danii.

Elementem wzbudzającym podskórny niepokój podczas lektury „Zabójców…” są opisy brutalnych, naznaczonych szaleństwem zachowań ludzkich. Morderstwa, pobicia, gwałty, krwawe polowania, dręczenie zwierząt, wykorzystywanie seksualne podwładnych, traktowanie reprezentantów innych ras jak niewolników – oto rozrywki współczesnej duńskiej elity. Rozrywki ludzi dzierżących władzę i posiadających wystarczające środki finansowe, by kupić milczenie innych.

Ciekawa wydaje się również postać Kimmie – dawniej uczestniczki brutalnych napadów, po latach zaś żyjącej na ulicy, chorej kobiety, zmagającej się z demonami przeszłości i ukrywającej się przed kolegami ze szkoły. Chwilami miałam wrażenie, że autor tłumaczy zachowanie bohaterki jej trudnym dzieciństwem, stara się wzbudzić w czytelniku współczucie dla Kimmie, ukazuje ją jako ofiarę przez co łatwo zapomnieć, że potrafi być katem.

Jedynym elementem, który wzbudza moją wątpliwość jest łatwość z jaką Kimmie nabywa… granaty (i nie chodzi tu o owoce). No i to zakończenie… ciut jakby zbyt filmowe… ale generalnie – naprawdę porządna lekturka na podłą pogodę.

 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/117394/zabojcy-bazantow

Reklamy

„głos” – arnaldur indriðason

Doskonale napisany „więcej aniżeli kryminał”. Książkę czyta się jednym tchem. Jej największym atutem jest połączenie kilku historii w jednej opowieści.

Szkielet, w oparciu o który budowana jest fabuła to morderstwo portiera w jednym z największych hoteli w Reykjaviku. Mężczyzna zostaje znaleziony w swoim pokoiku, w piwnicy hotelu. Ma na sobie strój św. Mikołaja, spuszczone spodnie i prezerwatywę na członku. Śledztwo ujawnia, że mężczyzna o imieniu Gudlaugur, był niegdyś dziecięcą gwiazdą – śpiewał jako solista w chórze. W wieku dwunastu lat w wyniku mutacji stracił jednak swój niezwykły dar czym rozczarował wymagającego ojca. Spotkania ze znajomymi zamordowanego portiera, rozmowy z jego siostrą ujawniają tragiczną historię dziecka, któremu odebrano dzieciństwo. To poruszający opis chorej relacji ojca i syna, w której rodzic pełni rolę wyroczni, kształtuje los dziecka według własnego „widzimisię”, nie pytając o zdanie syna. Realizuje własne marzenia niejako zmuszając dziecko do śpiewu, snując przy tym wizje wielkiej, międzynarodowej kariery chłopca, jednocześnie nie zdając sobie sprawy z tego jakim dramatem stanie się moment utraty przez Gudlaugura głosu.

Gdzieś w tle trwającego śledztwa toczy się proces ojca, oskarżonego o znęcanie się nad własnym synem. Sprawę prowadziła policjantka, Elinborg, którą mocno poruszyła historia pobitego dziecka. Przekonana o winie ojca chłopca, z uwagą śledziła proces. Ostatecznie, rozwiązanie sprawy zaskoczyło wszystkich. Przy okazji tego wątku pojawiają się niepokojące informacje dotyczące znęcania się nad dziećmi, próba analizy zachowań oprawców i wniosek – prawo jest niemal bezsilne wobec tego procederu.

Wątkiem, który wydał mi się najciekawszy, jest ten dotyczący policjanta prowadzącego śledztwo w sprawie zabójstwa portiera, znanego już z wcześniejszych powieści tego autora – komisarza Erlendura. Policjanta prześladuje tragedia z przeszłości. Jako dziecko komisarz wraz z bratem znalazł się w górach, nadeszło załamanie pogody, obaj chłopcy zgubili się w szalejącej śnieżycy. Erlendura odnaleziono, jego młodszego brata – nie. To doświadczenie na zawsze zmieniło życie zarówno Erlendura jak i jego rodziców. Komisarz nigdy nie wybaczył sobie, że puścił rękę brata, ojciec chłopców zamknął się w sobie, obarczając się winą za to, że zabrał ze sobą dzieci. Nie bez znaczenia był fakt, że ciała młodszego z braci nigdy nie odnaleziono, chłopca uznano za zaginionego, co sprawiło, że rodzina nie była w stanie uporać się z tym, co się stało. Przeszkodą, nie pozwalającą pogodzić się ze śmiercią chłopca, było dręczące pytanie: czy mógł przeżyć? A jeśli tak, to co się z nim dzieje? Poczucie odpowiedzialności, wpajane Erlendurowi od dziecka, jako temu starszemu, który winien opiekować się młodszym bratem, doprowadziło do rozpadu małżeństwa komisarza i zerwania przezeń kontaktu z własnymi dziećmi – Evą Lind i Sindrim. Po tym, co wydarzyło się w górach, Erlendur nie był w stanie wziąć odpowiedzialności za drugiego człowieka. Dzieci, cierpiące z powodu porzucenia przez ojca, zaczęły się staczać. Eva Lind walczyła z narkomanią, Sindri z alkoholizmem. W „Głosie” poznajemy zaledwie wycinek trudnych relacji komisarza z córką, która odnalazła go po latach. Cierpiąca po stracie dziecka dziewczyna, szuka kontaktu z ojcem, stara się nadrobić stracone lata i stworzyć między nimi nić porozumienia. Przy okazji szuka też odpowiedzi na pytanie dlaczego ojciec ich porzucił.

Wszystkie te historie łączy jedno – każda z nich opowiada o tragedii dziecka, każda mówi o tym w inny sposób, każda stanowi odrębną opowieść, choć we wszystkich dominują uczucia osamotnienia, odrzucenia i poczucia winy. Polecam bardzo:

http://www.wab.com.pl/?ECProduct=1182