„zapamiętane. historie z gminy dobrzyniewo duże” – karol smaczny, mirosław miniszewski

Niewielki, bo zaledwie sześćdziesięciostronicowy album, idealnie wpisujący się w modny od kilku lat trend „ocalania od zapomnienia”. Na szczęście wpisujący się w ów trend z gracją i naturalnością.

Zebrane w publikacji opowieści od lat są ustnie przekazywane przez mieszkańców gminy Dobrzyniewo Duże, to wspomnienia zwykłe i niezwykłe. Bardzo podoba mi się sposób ich zaprezentowania, język przypominający mowę, zwroty jasno wskazujące, że spisujący musiał tych wszystkich historii wcześniej wysłuchać. Tematyka – różna, od pracy w polu, przez zwyczaje związane z obchodami poszczególnych świąt do wspomnień z okresu wojennego i magicznej opowieści o wujence Walerkowej. Wszystkie łączy jedno – wieś. Nie sposób byłoby „ulokować” owych opowieści gdzie indziej, są przesiąknięte prostotą, ludową mądrością, tym specyficznym sposobem postrzegania świata.

Choć kocham słowo pisane i to do niego właśnie przywiązuję największą wagę, pisząc o albumie „Zebrane”, nie sposób pominąć warstwy ikonograficznej, współtworzącej tę publikację w równej mierze, co tekst. O jakości zdjęć nie będę się wypowiadać, gdyż kompletnie się na tym nie znam, w moim odczuciu zestaw wykorzystanych fotografii to mieszanka przeszłości i teraźniejszości, połączenie dwóch przestrzeni, a miejscami próba zilustrowania tego, jak tradycja jest realizowana na gruncie współczesności.

Całość – całkiem przyjemna rzecz, do poczytania i do zadumy. Polecam uwadze.

W programie „Strefa Książki”, emitowanym na antenie TVP Białystok – troszkę więcej o autorach oraz o samym albumie.

Reklamy

„miasto małe jak łza” – jerzy plutowicz

Chciałabym napisać coś bardzo mądrego o tym tomiku wierszy, ale nie potrafię pisać mądrze o poezji. Wiem natomiast, że „Miasto małe jak łza” to coś, obok czego nie można przejść obojętnie, więc napiszę niemądrze, głupio, sentymentalnie, czująco, napiszę jak umiem.

Przede wszystkim zacznę od kosmicznego stopnia trudności. To nie są wiersze typu – zakochałam się, to se skrobnę jak mi źle. To wiersze szorstkie, a przez to żywe, skomplikowane, wymagające skupienia i wielokrotnej lektury, lektury uważnej, wnikliwej, głębokiej. To taka poetycka próba uchwycenia upływającego czasu, zmian zachodzących we współczesnym świecie i emocji tym zmianom towarzyszących. Jak powiedział pewien mądry literaturoznawca z Uniwersytetu w Białymstoku – „Plutowicz pisze tylko o rzeczach ważnych”.

Nie rozumiem tych wierszy, ale mam w sobie głębokie przekonanie, że tej poezji Jerzego Plutowicza nie da się ogarnąć rozumem. Nie rozumiem, ale czuję. Po każdym wierszu czuję się tak, jakby ktoś przeorał mi duszę, wbił pług w nijaką z pozoru ziemię, by odwrócić skibę i odkryć jej nasyconą czerń, poczuć jej zapach, tak wyraźny zwłaszcza po deszczu łez, odkryć nieznane, nie dotknięte dotychczas, poruszyć, zasiać ziarno wrażliwości…

Niezwykłe było też spotkanie z autorem. Jerzy Plutowicz i jego poezja tworzą obraz niesamowicie spójny, właściwie stanowią jedność. Plutowicz jest poezją, jest jej ucieleśnieniem, żywą materią świadczącą, że poezja żyje. Małomówny introwertyk, którego każdy gest, każde słowo ma w sobie magię, ma w sobie szczerość, prostotę i dostojność zarazem.

Tych kilka zdań to jedyne, co mogę z siebie wykrzesać. Bo nie ma takich słów, które oddałyby w pełni to, co czuję. Nie da się opowiedzieć jak to jest, gdy pozwalasz cudzym słowom wniknąć w głąb duszy.

 

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/149483/miasto-male-jak-lza