„gwiazdozbiór psa” – peter heller

Kiedy termometr za oknem dobije do 27 kresek (powyżej zera oczywiście), znak to, iż pora na wakacyjne lektury. Co prawda 27 stopni odnotowaliśmy już jakiś czas temu, ale obowiązki sprawiły, że dopiero na początku lipca miałam okazję zastanowić się nad tym, co by tu można podrzucić koleżankom i kolegom do wakacyjnego plecaka. I mam już pierwszą, tegoroczną książkę-faworytkę.

Bestseller Petera Hellera to z pozoru ten typ książki, która nie może niczym zaskoczyć. Dedukuję to z… opisu na okładce. Gdy wzrok, kolejny raz, zatrzymuje się na słowach wskazujących, że akcja dzieje się w postapokaliptycznym świecie, człowiek zaczyna się zastanawiać, co też u licha nowego można jeszcze o tym napisać? Ludzkość wybito w literaturze i filmie na dziesiątki jeśli nie setki sposobów, choć najpopularniejsze to wciąż meteoryt, broń nuklearna i epidemia. I epidemią właśnie załatwił Heller gatunek Homo sapiens w swojej powieści.

„Gwiazdozbiór psa” to świat opisany przez pryzmat losu jednostki, głównym bohaterem i narratorem zarazem jest Hig, mężczyzna w sile wieku, który podczas epidemii grypy, stracił całe swoje życie. Jego domem od lat jest hangar na lotnisku, najbliższym przyjacielem – pies Jasper, rodziną – Bangley, jedyny zdrowy człowiek w okolicy, pasją – latanie cessną z 1956 roku. Podczas jednego z lotów, Hig słyszy w radiu głos człowieka. Wspomnienie tego głosu nie daje mu spokoju. W końcu wyrusza na poszukiwania.

Fabuła może niezbyt odkrywcza, bowiem motyw podróży powtarzany jest w literaturze od lat, tyle że… nie o akcję tu chodzi. Powieść Hellera jest jak rozpaczliwy głos człowieka w pustej przestrzeni. Główną rolę grają emocje bohatera. „Gwiazdozbiór psa” jest próbą odpowiedzi na pytanie, gdzie jest granica wytrzymałości człowieka. Jest też studium samotności i rozpaczy, opisem bólu po stracie przyjaciela i odradzającej się woli życia. Właściwie to nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wcześniej, w jakiejkolwiek książce odnalazła tak przejmujący obraz owej, wspomnianej już, samotności, ale też mało znam piękniej namalowanej słowem nadziei. Bo to właśnie nadzieja stanowi zakończenie tej opowieści.

Krótko mówiąc, książka godna miana „bestseller”. Polecam bardzo:

http://www.insignis.pl/book/index/74/Gwiazdozbior-psa.html

Reklamy

24 godziny

myśl najbardziej podszyta strachem

napięte mięśnie

oczekują ataku nicości

 

tsunami zalewa oczy

lexotan topi w szlamie świadomość

haust zatyka aortę dusząc serce

 

noc przesączona przez chusteczkę higieniczną

dzień zaaplikowany chemicznym uspokojeniem

24-godzinne harakiri

wielość w pustce

Nie umiem czytać jednej ksiązki. Czytam dużo, ale zawsze kilka pozycji jednocześnie. Łączę je zazwyczaj tak, by były zupełnie inne. Dzięki temu zawsze mam pod ręką coś na każdą chwilę, na każdy nastrój. Kryminały są tutaj wyjątkiem, zazwyczaj pochłaniam je natychmiast, zwyczajnie nie mogę się oderwać. Inne czytam powoli, po fragmencie, zwłaszcza, gdy „czuję” tekst, dawkuję go sobie, by nic istotnego nie umknęło, by jego ilość danego dnia nie przysłoniła jakości, by zostało coś z tych słów we mnie.

Wypełniam treścią moją pustkę, odrywam się od rzeczywistości i szara codzienność nabiera kolorów, nabiera sensu. Gdybym mogła pewnie zakopałabym się w czterech ścianach pokoju, ze stosem lektur. Jak cudownie byłoby móc robić w życiu to, co się kocha…