narodziny świtu

Budzik zadzwonił wcześnie. Zbyt wcześnie jak na dobrowolne utknięcie pod stosem książek – miłości i zobowiązań w jednym. Okno odstraszało ciemnością. Zaparzyłam herbatę, schowałam się w olbrzymi sweter mojej mamy i patrzyłam jak powoli atrament nocy zmienia się w szarość poranka. Widziałam dziś jak rodzi się świt… było pięknie.

Reklamy