„zapamiętane. historie z gminy dobrzyniewo duże” – karol smaczny, mirosław miniszewski

Niewielki, bo zaledwie sześćdziesięciostronicowy album, idealnie wpisujący się w modny od kilku lat trend „ocalania od zapomnienia”. Na szczęście wpisujący się w ów trend z gracją i naturalnością.

Zebrane w publikacji opowieści od lat są ustnie przekazywane przez mieszkańców gminy Dobrzyniewo Duże, to wspomnienia zwykłe i niezwykłe. Bardzo podoba mi się sposób ich zaprezentowania, język przypominający mowę, zwroty jasno wskazujące, że spisujący musiał tych wszystkich historii wcześniej wysłuchać. Tematyka – różna, od pracy w polu, przez zwyczaje związane z obchodami poszczególnych świąt do wspomnień z okresu wojennego i magicznej opowieści o wujence Walerkowej. Wszystkie łączy jedno – wieś. Nie sposób byłoby „ulokować” owych opowieści gdzie indziej, są przesiąknięte prostotą, ludową mądrością, tym specyficznym sposobem postrzegania świata.

Choć kocham słowo pisane i to do niego właśnie przywiązuję największą wagę, pisząc o albumie „Zebrane”, nie sposób pominąć warstwy ikonograficznej, współtworzącej tę publikację w równej mierze, co tekst. O jakości zdjęć nie będę się wypowiadać, gdyż kompletnie się na tym nie znam, w moim odczuciu zestaw wykorzystanych fotografii to mieszanka przeszłości i teraźniejszości, połączenie dwóch przestrzeni, a miejscami próba zilustrowania tego, jak tradycja jest realizowana na gruncie współczesności.

Całość – całkiem przyjemna rzecz, do poczytania i do zadumy. Polecam uwadze.

W programie „Strefa Książki”, emitowanym na antenie TVP Białystok – troszkę więcej o autorach oraz o samym albumie.

Reklamy

świąteczna komercha

Z roku na rok Boże Narodzenie zaczyna się w tym kraju coraz wcześniej. W tym kraju czyli w witrynach sklepowych. Jeszcze do niedawna takim momentem, przed którym promowanie Bożego Narodzenia wydawało się brakiem przyzwoitości, był dzień Wszystkich Świętych. Od paru lat i ta data przestała mieć jakiekolwiek znaczenie w obliczu postępującej komercjalizacji. Święta stały się produktem, a symbolem utraty ich rzeczywistej wartości i zupełnego wypaczenia samego pojęcia świąt, stało się Boże Narodzenie. Bo sprzedać można wszystko – sadzonkę, mieszkanie, garnek, ale też sposób bycia i życia, styl, poczucie humoru, wreszcie datę w kalendarzu i człowieka. Skoro otaczają nas produkty popkultury, to naturalne, że coraz więcej osób sili się na oryginalność na granicy absurdu. Niebawem zasypią nas monstrualne święte Mikołaje, bombki stylizowane na coś tam, plastikowe igły sztucznych choinek i miliony lampek zżerających takie ilości prądu, że starczyłoby na pół roku dla całkiem sporej wsi w Afryce. Zwyczajność już dawno wyszła z mody. A szkoda. Nie sztuką jest bowiem zauważyć gwiazdę świecącą najjaśniej, sztuką jest dostrzec piękno tej, która jest jedną z wielu na atramencie nieba. Może więc warto nie dać się zwariować i zamiast świątecznej coca-coli postawić na stole kompot z jabłek, a codzienność czcić tak, jakby była świętem…