„koleś i mistrz zen” – jeff bridges, bernie glassman

Jestem chyba najmniej właściwą osobą do czytania tej książki. Nie oglądałam filmu Big Lebowski (co akurat nie powinno być dla nikogo nowiną, gdyż przy większości filmów po prostu zasypiam, a także dlatego, że preferuję słowo pisane i oglądanie filmów uważam za stratę czasu – z drobnymi wyjątkami czyli jestem filmową analfabetką), nie znam się na buddyzmie ani praktyce zen czyli nie mam bladego pojęcia o podstawowych kwestiach, do których odwołują się autorzy tej książki. Jeśli jednak myślicie, że jest to publikacja, która owej wiedzy od was wymaga, to jesteście w błędzie. Oczywiście, że lepiej byłoby wiedzieć, podejrzewam, że wówczas znacznie więcej wynosi się z lektury „Kolesia…”, ale nie jest to konieczne. Wstęp do polskiego wydania dostarcza podstawowych informacji o filmie, a przypisy o pojawiających się w książce „wytworach” (seriale, postaci) amerykańskiej (pop)kultury czy kwestiach związanych z zen.

Całość ma formę piętnastu rozmów Jeffa Bridgesa – aktora, piosenkarza, autora tekstów z Berniem Glassmanem – nauczycielem zen i społecznikiem. „Koleś…” to próba uprzystępnienia zen ludziom, żyjącym w kulturze zachodniej. Brzmi strasznie i tajemniczo? Tylko brzmi. W rzeczywistości to cykl rozmów o życiu, o tym co wartościowe, o relacjach międzyludzkich. Obaj panowie odwołują się do własnych doświadczeń, więc znajdziemy tam sporo ciekawostek związanych np. z grą aktorską. Jest tu trochę „filozofowania”, wynikającego głównie z chęci wyjaśnienia czym jest zen, ale pierwszy raz widzę owo „filozofowanie” podane w tak przystępnej formie – to za sprawą posługiwania się scenami i powiedzonkami z filmu oraz przykładami z życia, dla zilustrowania omawianych kwestii. Swoją drogą, gdybym miała zdecydować czy obejrzę ten film, opierając się na informacjach zawartych w „Kolesiu…”, to w życiu bym się na to nie zdecydowała – nie znając kontekstu przytaczane cytaty brzmią koszmarnie głupio. Z drugiej strony polski kultowy „Rejs” też mnie nie bawi, więc bardzo możliwe, że to moje poczucie humoru jest spaczone.

Gdybym miała do czegoś porównać książkę Bridgesa i Glassmana, to byłyby to poradniki z zakresu literatury motywacyjnej. Tyle, że „Koleś…” jest motywacją podaną w inteligentniejszej i zabawniejszej postaci.

Szału nie ma, ale zostawię to sobie na półce. Ot tak – na ponurą godzinę. Aha! I nadal nie umiem zdefiniować zen.

http://www.charaktery.eu/wydawnictwo_nowosci/8316/KOLE%C5%9A-I-MISTRZ-ZEN/

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: „Koleś i mistrz zen”

Autor: Jeff Bridges, Bernie Glassman

Wydawca: Wydawnictwo Charaktery

ISBN: 978-83-938267-4-2

Reklamy

„za horyzont” – andriej diakow

To kolejna już książka, wydana w ramach projektu „Uniwersum Metro 2033”, stworzonego przez Dmitrija Glukhovsky’ego i ostatnia część trylogii Andrieja Diakowa. Tym razem, znani z poprzednich części („Do światła” i „W mrok”) bohaterowie: stalker Taran, jego przybrane dzieci Gleb i Aurora, mutant Giennadij, stary maszynista Migałycz, strachliwy Indianin oraz chirurg Bezbożnik, wyruszają w długą i niebezpieczną podróż do dalekiego Władywostoku, by odnaleźć wolne od radioaktywnego skażenia tereny i ocalić mieszkańców targanego wewnętrznymi konfliktami petersburskiego metra.

Powieść czyta się znakomicie, Andriej Diakow nie rozczarowuje swoich wiernych czytelników. Autor w pełni wykorzystuje motyw podróży, pod płaszczem schematu (wrogowie, walka, przygody, niebezpieczeństwo) umieszczając indywidualne przemyślenia bohaterów na temat ich własnego życia oraz ogólną refleksję na temat kondycji ludzkości. Nie zabrakło, charakterystycznego dla powieści Diakowa, wątku budowania więzi na linii ojciec – przybrany syn. Pytanie o wartości i sens życia to kwestie co chwila „przemykające” gdzieś w tle opowieści o przygodach członków ekspedycji, a jednak…

…pod pewnymi względami jest to powieść dość przewidywalna, miejscami schemat wygrywa z oryginalnością, tyle, że prawdę mówiąc, nie oczekiwałam od tej książki zaskoczenia, wielkich emocji czy życiowych prawd. „Za horyzont” to lektura, która ma porwać czytelnika, pozwolić oderwać się od dnia codziennego, zanurzyć w postapokaliptycznej rzeczywistości, przeżyć przygodę. Wszelkie aspekty filozoficzno-moralne to dodatkowy jej atut. Krótko mówiąc – literaturoznawców nie powali na kolana. Tylko czy to dla nich pisane są książki? Nie sądzę. Polecam.

http://www.insignis.pl/book/index/81/Za-horyzont.html

fot. materiały wydawnictwa
fot. materiały wydawnictwa

Tytuł: Za horyzont

Autor: Andriej Diakow

Przekład: Paweł Podmiotko

Tytuł oryginału: За горизонт

Wydawnictwo: Insignis Media

Rok wydania: 2013

ISBN: 978-83-63944-22-3

„last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie” – szymon hołownia

Jak już wspominałam, bodajże przy okazji Androsiuka, mam tak skonstruowany umysł, że nie czytam tego, co wszyscy, chyba, że muszę. A już na pewno nie sięgam z własnej woli po coś, co zostało stworzone ręką kogoś o statusie celebryty. Długo udawało mi się unikać czytania Szymona Hołowni, nie dlatego, że nie lubię, a dlatego, że celebrytą jest, czemu zaprzeczyć nie sposób. W końcu jednak dłużej się nie dało, w ramach wypełniania obowiązków służbowych nabyłam książkę, poszłam na spotkanie autorskie, po czym zaczęłam czytać…

Nie mam nic przeciwko religii, choć Boga w literaturze nie lubię, akceptuję fakt, że jest w ludziach potrzeba pisania o wierze, religii, doświadczeniach duchowych itp. Poza tym sięgając po książkę z „chrześcijaństwem” w tytule, trudno spodziewać się, że tematów wyżej wymienionych uda się uniknąć. Nie mam też nic przeciwko katolicyzmowi (ani jakiemukolwiek innemu wyznaniu, o ile nie wpycha się z buciorami w moje życie), całe życie spędziłam w kraju uważanym za katolicki, wśród przyjaciół katolików i żyje mi się nawet całkiem przyjemnie, choć sama katoliczką nie jestem. Przyznać jednak muszę, że kiedy wstęp książki zaczyna się słowami: „Napisałem tę książkę po to, by przeciętny polski katolik…” to mam ochotę zakończyć lekturę zanim ją rozpocznę. Przemogłam się jednak, przez wstęp przebrnęłam, do treści właściwej dotarłam.

A tam… zbiór wywiadów, z ludźmi z całego świata. Pierwsze mnie nudziły, choć im dalej brnęłam, tym łatwiej było mi wyciszyć antycelebryckie uprzedzenia i niesmak popierwszozdaniowy. Całkiem szybko, bo w okolicach księgarza-świra z Guam, zaczęło być ciekawie, przy Kasisi się popłakałam, a przy Bussy-en-Othe zaczęłam odnajdywać znajome emocje.

Każdy z tych wywiadów jest inny, światopogląd rozmówców autora to cała dostępna paleta barw. Łączy ich jedno – są związani z chrześcijaństwem, działają na rzecz jego rozwoju, choć w zależności od miejsca i własnych przekonań, czynią to w sposób od standardowego, znanego Polakom jak wspólna modlitwa, po zupełnie abstrakcyjny w naszym kraju, jak opracowywanie alfabetu dla języka, którym posługuje się kilkaset osób. Hołownia poprzez rozmowy, ukazuje, nieraz skrajnie różne, odcienie chrześcijaństwa. Tło dla tych rozmów, stanowią opisy sposobu życia ludzi w danym miejscu na świecie, ich mentalności, postrzegania rzeczywistości, dotykających ich problemów, jest to więc podróż, pozwalająca odkryć jak chrześcijaństwo funkcjonuje w różnych zakątkach ziemi. Całość okraszona jest obserwacjami poczynionymi przez autora, ale też jego własnymi przeżyciami, emocjami.

Wnioski po lekturze nasuwają się same: Polacy powinni poważnie zastanowić się nad znaczeniem słowa chrześcijaństwo. Prawdę powiedziawszy dochodzę nawet do wniosku, że najwyższa pora zacząć się wstydzić tego jaką formę chrześcijaństwo przybrało w Polsce, bo rasizm, antysemityzm, brak poszanowania dla jakiejkolwiek formy inności w mentalności sporej grupy tzw. „prawdziwych Polaków” wciąż nie stoi w sprzeczności z wartościami chrześcijańskimi. I to dopiero jest chore!

A książkę gorąco polecam, choć celebryta napisał ;-):

http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3523,Last-minute