***

umyka samoświadomość istnienia

nurza się w szlamie bełkotliwa myśl

ulatuje tchnienie jeszcze ciepłe

swąd parującego potu drażni nozdrza

lubię twój wzrok lubieżny

wpatrzony w niedoskonałość

materii

energii

na styku dotyku

pożądam

Reklamy

***

zakrywam dłonią nie moją kościstość

osłaniam prześcieradłem rumianość lic

spuszczam wzrok rozbiegany

rozedrgane nozdrza uspokajam oddechem

 

wykrawam z piersi mojej twoją nieobecność

bolesną

 

wypuszczam więzione myśli

usuwam plamę strachu

wybielaczem z reklamy

(***)

chemiczny wzrok

chemicznym okiem

zerka na chemicznie rozmazaną rzeczywistość

 

nie-sen pastwi się nad wiarą

bańka wspomnień pęka

krew znaczy idealną biel śniegu

 

napięte żyły – przewodniczki życia

gubią szlak

odurzone pozorem spokoju

 

nie-święta ziemia po której stąpam

kto miał być królem

żebrakiem pozostał

24 godziny

myśl najbardziej podszyta strachem

napięte mięśnie

oczekują ataku nicości

 

tsunami zalewa oczy

lexotan topi w szlamie świadomość

haust zatyka aortę dusząc serce

 

noc przesączona przez chusteczkę higieniczną

dzień zaaplikowany chemicznym uspokojeniem

24-godzinne harakiri