„zapamiętane. historie z gminy dobrzyniewo duże” – karol smaczny, mirosław miniszewski

Niewielki, bo zaledwie sześćdziesięciostronicowy album, idealnie wpisujący się w modny od kilku lat trend „ocalania od zapomnienia”. Na szczęście wpisujący się w ów trend z gracją i naturalnością.

Zebrane w publikacji opowieści od lat są ustnie przekazywane przez mieszkańców gminy Dobrzyniewo Duże, to wspomnienia zwykłe i niezwykłe. Bardzo podoba mi się sposób ich zaprezentowania, język przypominający mowę, zwroty jasno wskazujące, że spisujący musiał tych wszystkich historii wcześniej wysłuchać. Tematyka – różna, od pracy w polu, przez zwyczaje związane z obchodami poszczególnych świąt do wspomnień z okresu wojennego i magicznej opowieści o wujence Walerkowej. Wszystkie łączy jedno – wieś. Nie sposób byłoby „ulokować” owych opowieści gdzie indziej, są przesiąknięte prostotą, ludową mądrością, tym specyficznym sposobem postrzegania świata.

Choć kocham słowo pisane i to do niego właśnie przywiązuję największą wagę, pisząc o albumie „Zebrane”, nie sposób pominąć warstwy ikonograficznej, współtworzącej tę publikację w równej mierze, co tekst. O jakości zdjęć nie będę się wypowiadać, gdyż kompletnie się na tym nie znam, w moim odczuciu zestaw wykorzystanych fotografii to mieszanka przeszłości i teraźniejszości, połączenie dwóch przestrzeni, a miejscami próba zilustrowania tego, jak tradycja jest realizowana na gruncie współczesności.

Całość – całkiem przyjemna rzecz, do poczytania i do zadumy. Polecam uwadze.

W programie „Strefa Książki”, emitowanym na antenie TVP Białystok – troszkę więcej o autorach oraz o samym albumie.

„biały koń” – michał androsiuk

Jest we mnie dziwny opór przed czytaniem tego, co czytają wszyscy. A jakoś tak ponad rok temu, głównie z racji nagrody im. Kazaneckiego, wszyscy czytali „Białego konia”. No to skoro wszyscy czytali, to ja oczywiście nie. Przeczytałam za to wówczas „Wagon drugiej klasy”, również Androsiuka, ale że „Wagon…” zdarzył mi się po „Żurawiejce” Wiesława Rozbickiego, uczuciem dominującym po lekturze obu tekstów była wtórność Androsiuka względem Rozbickiego na poziomie budowy swego rodzaju podstawy, jaką był opis małego, podlaskiego miasteczka i konstrukcja postaci znaczących dla funkcjonowania społeczności, będącej zbiorowym bohaterem powieści (trochę to zawiłe, ale mam nadzieję, że zrozumiałe). Pierwsze trzydzieści stron „Wagonu drugiej klasy” wyglądało na żywcem niemal wyjęte ze sporo wcześniejszej „Żurawiejki”, choć potem (po tych trzydziestu stronach) Androsiuk stworzył oryginalną nadbudowę stanowiącą o wartości swojego dzieła. Tak czy inaczej pozostały uczucia bardzo mieszane. Tak więc nie paliłam się do lektury „Białego konia”. Wreszcie po wielu miesiącach postanowiłam jednak doń zajrzeć. I cóż ujrzały oczy moje? Przejaw geniuszu!

„Biały koń” to doskonała opowieść, której największą zaletą jest maksymalne nasycenie Podlasiem. To historia przygraniczna do szpiku kości, swojska na wskroś, tutejsza w każdym słowie i tak prawdopodobna, że aż prawdziwa. Charakterystyka Podlasia, a zwłaszcza jego przygranicznej części odbywa się poprzez opis fragmentów życia poszczególnych członków rodziny Iwaniuków. Osobą scalającą wszystkie losy jest babka Sońka – kobieta spajająca swoim życiem kolejne epoki, będąca świadkiem narodzin i śmierci kolejnych ustrojów politycznych, stanowiąca swego rodzaju gwarant przedłużenia wielowiekowych tradycji, stojąca na straży domowego ogniska i życia zgodnego z prawami natury i wolą boską.

Tłem dla rozgrywających się wydarzeń jest najpierw leżąca tuż przy granicy wieś, następnie niewielkie, podlaskie miasteczko, gdzie słychać zarówno polską mowę, jak i prostą gwarę, a w niedzielę cerkiewne dzwony wzywają na modlitwę do spółki z kościelnymi. Najważniejszy jest jednak klimat… Świat opisywany przez Androsiuka żyje, oddycha, odczuwa. Wszystko o czym pisze autor „Białego konia”, choć przeze mnie doświadczone bezpośrednio jedynie w niewielkim stopniu, wydaje się do bólu znajome, do bólu ukochane, do bólu piękne i tak bardzo moje. I przyznaję szczerze – nie ma we mnie za grosz obiektywizmu, bo być nie może, gdy trącona została najczulsza struna duszy… gdy obudzona została tęsknota za światem, który umierał na twoich oczach.

Polecam bardzo: http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20120117/RECENZJE/234456303

„biały stok” – mira łuksza

Ja naprawdę jestem poetycko uszkodzona, tzn. mam uszkodzony jakiś receptor, pozwalający odczytywać poezję. Życie jednak ma to do siebie, że często zmusza nas do pokonywania słabości i barier wszelakich. Pokonałam więc i przeczytałam tomik poezji Miry Łukszy. No i doznałam rozdwojenia jaźni. Pojawiły mi się w głowie momentalnie dwa rodzaje myśli, dwa odczytania, dwoistość w umyśle mi zakiełkowała.

Mira Łuksza pochodzi z Podlasia i o Podlasiu pisze. Zazwyczaj tworzy w języku białoruskim, ale tym razem stworzyła po polsku. Dwoistość w moim umyśle zdaje się nie być przypadkowa, bo wystarczy spojrzeć na spis treści, by zrozumieć, że w „Białym stoku” znajdziemy utwory zarówno dotyczące samej stolicy Podlasia, jak i regionu. Większość to miniaturowe obrazki, słowem malowane pejzaże miejsc widziane przez pryzmat człowieka. To, co dostępne ogółowi w postaci konkretnego punktu na mapie, autorka pokryła mgiełką własnych wspomnień, skojarzeń, odczuć, nałożyła na owe punkty siatkę utkaną z pamięci o ludziach jej bliskich. Stworzyła w ten sposób wrażenie intymności, bliskości, więzi z miejscem.

Przewijają się przez kartki „Białego stoku” ulice miasta i małe wsie, pojawiają się imiona i nazwiska – nieznane i rozpoznawalne. Trudny to tomik. Trudno mi znaleźć granicę, po przekroczeniu której uczucia poetki zaczynają być moje. Kolejna dwoistość – autor i czytelnik. Tę podwójność wszechobecną można wskazać, można wyróżnić i nazwać, ale nie można rozdzielić – ogólne i prywatne, białostockie i regionalne, polskie i białoruskie, jej i moje… Podlasie.

 

Do poczytania:

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20121124/OBSERWATOR/121129725

http://www.poranny.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130227/REGION05/130229677

Do obejrzenia:

http://www.tvp.pl/bialystok/mniejszosci/tydzien-bialoruski/wideo/17022013/10099071