„głowa minotaura” – marek krajewski

Sylwestra ostatniego spędziłam na wsi zapadłej, z dala od świateł i szumu miasta. Nowego 2013 roku nie witałam, chyba, że lunatykując. Poranek noworoczny był więc wyjątkowo rześki i przyjemny, sprzyjający myśleniu. Pomyślało mi się, że skoro moim żywiołem jest słowo pisane, to wypadałoby godnie rozpocząć nowy rok, przyzwoitą lekturą. Dostałam takową w prezencie, w grudniu od niejakiego Filipa – człeka, który nosa ma do dobrej książki jak mało kto. Zawierzyłam, przeczytałam i skończyło się… miłością do Mocka i Popielskiego.

Nazwisko Krajewski przewinęło się niegdyś przez moje ręce, dzierżące wówczas „Aleję samobójców” – dziełko całkiem przeciętnie mnie poruszające. Dopiero „Głowa Minotaura” okazała się być prawdziwym odkryciem nieprzeciętnego talentu tegoż autora. W rolach głównych genialny policyjny duet wrocławsko-lwowski Eberhard Mock i Edward Popielski, indywidua w równej mierze podobne co różne, charakteryzujące się silnymi osobowościami, dysponującymi imponującym doświadczeniem na polu rozwiązywania zagadek kryminalnych, kierującymi się w życiu zasadami, które sami sobie stworzyli, oddający się z upodobaniem takim grzeszkom jak alkohol, dobre jedzenie i seks. Nie mniej istotna jest świetnie skomponowana fabuła, której trzon stanowi seria brutalnych zabójstw, których ofiarami padają dziewice. Morderstwa są wyjątkowe nie tylko ze względu na dobór ofiar, ale też ze względu na szczególny podpis sprawcy – są nim gwałt i okaleczenie w postaci wygryzienia policzka. Zmyślni stróże prawa, błądząc po omacku, trafiają w końcu na ślad przestępcy, który wymyka im się niemal w ostatniej chwili. Działania zostają przerwane przez prywatną tragedię Popielskiego – zaginięcie córki. Po pół roku martwej ciszy ten lwowski policjant trafia jednak na ślad dziewczyny i mordercy ochrzczonego mianem Minotaura. Siatka zawiłych powiązań i skala przestępczej działalności zaskoczy Popielskiego i wciągnie go w niebezpieczną grę, która z obrońcy prawa zmieni go w kata.

Świetna książka, świetnie napisana z Lwowem, Wrocławiem i Katowicami drugiej połowy lat 30. XX wieku w tle. Klimat retro utrzymuje się w głowie jeszcze długo po przeczytaniu ostatniej strony. Gorąco polecam:http://www.wab.com.pl/?ECProduct=797

Reklamy

„piwonia, niemowa, głosy” – krzysztof gedroyć

Niepodważalnie najlepsza, przeczytana przeze mnie książka w tym roku. Opowieść o Białymstoku lat 50. ubiegłego wieku z historią kryminalną w tle. Bohaterowie to głównie mieszkańcy ulicy Grunwaldzkiej, zbieranina osobliwości będąca czymś w rodzaju przekroju ówczesnego społeczeństwa i doskonale budująca klimat wielokulturowego miasta. W powieści Gedroycia obok siebie żyją Polacy i Białorusini, katolicy i prawosławni, homoseksualiści, prostytutki, milicjanci, miastowi i ze wsi, matki, córki, mężowie, kochankowie.

Akcja toczy się przede wszystkim w Białymstoku, a topografia miasta stapia się z fabułą powieści. Znajdujemy wiele punktów charakterystycznych jak ul. Lipowa, Bema, Młynowa,  białostocka Fara, kościół św. Rocha, komenda MO przy Warszawskiej, gimnazjum przy Kościelnej, hotel Cristal czy Pałac Branickich. W historie bohaterów wpleciona jest historia regionu, we wspomnieniach przewijają się obrazy z podlaskich wsi, likwidacja białostockiego getta, sekta proroka Ilji, Obława Augustowska, postać Burego czy szeptucha z Orli. Całość napisana jest językiem określonym jako „lokalna nowomowa, powstała wskutek przemieszania miejscowego dialektu i żargonu propagandy”. Początkowo może być nieco trudna w odbiorze, ale warto zauważyć, że to ona w znacznej mierze przyczynia się do pokazania lokalnego kolorytu.

Poszczególnych bohaterów poznajemy przy okazji śledztwa w sprawie zabójstwa Stasi. To ono staje się elementem wiążącym ludzkie losy i przyczyną wielu perturbacji. I choć wszystko zdaje się kręcić wokół tego tematu, jest to jedynie tło dla ukazania ludzkich relacji, sposobów walki o przetrwanie w najeżonej absurdami rzeczywistości. Książka straszna i śmieszna zarazem. Gorąco polecam!

http://www.empik.com/piwonia-niemowa-glosy-gedroyc-krzysztof,p1052683069,ksiazka-p?gclid=CNOpxuysurQCFUNa3godwmIAAQ#review

 

 

„złudzenie” – thomas erikson

Jedna z najlepiej „czytających się” książek w moim życiu. Gdyby wzrok nie odmawiał mi posłuszeństwa przeczytałabym tych niemal 600 stron w ciągu jednego dnia. Zważywszy na fakt, iż jest to debiutancka powieść śmiało mogę nazwać Thomasa Eriksona moim odkryciem 2012 roku. Fantastycznie skomponowana całość, operowanie w kilku czasoprzestrzeniach jednocześnie, zawikłana intryga z dużą dawką prawdopodobieństwa, rozwój wydarzeń zaskakujący i absolutnie nieprzewidywalne zakończenie – żaden element nie jest tu przypadkowy, wszystko wydaje się być doskonale przemyślane.

Już sam sposób narracji jest zabiegiem ciekawym i niezwykle trudnym zarazem. Głównych bohaterów jest kilkoro, każdy z nich ma w tej powieści swoje pięć minut, każdy wchodzi w rolę narratora, każdy ukazuje czytelnikowi swoje własne poglądy, emocje, ocenę bieżącej sytuacji. Sposób narracji pozwala czytelnikowi wślizgnąć się na chwilę do głowy poszczególnych postaci. Jednocześnie mamy do czynienia z zabiegiem, który nazwałam „żonglowaniem czasem”. Działanie w teraźniejszości i przeszłości nie jest w sumie niczym nowatorskim, tyle, że w przypadku „Złudzenia” autor komplikuje sobie nieco zadanie, umieszczając poszczególnych bohaterów w różnym czasie, a jednocześnie sprawiając, że ich losy splatają się w chwili obecnej, przy czym mamy do czynienia zarówno z różnicą czasu sięgającą kilkunastu lat, jak i kilku dni.

Niewątpliwym atutem tej powieści jest zakończenie – zaskakujące, chyba niemożliwe do przewidzenia do momentu, aż sam autor świadomie wskaże nam rozwiązanie zagadki. Kolejnym niezwykle interesującym wątkiem jest opisywana w książce metoda podziału ludzkich charakterów, wykorzystywana w pracy przez jednego z bohaterów – Alexa Kinga. Okazuje się, że autor zajmuje się tym, czym wspomniany King – coachingiem liderów, a odgrywająca w „Złudzeniu” niemałą rolę metoda analizy ludzkich zachowań, wcale nie jest literacką fikcją.

Fantastyczna lektura. Nie tylko dla fanów kryminałów. Gorąco polecam:

http://www.rea-sj.pl/product/Zludzenie/?id=801

„jedyna prawda” – olle lönnaeus

Po „Pokucie”, którą uważam za bardzo przyzwoity kryminał, Olle Lönnaeus zaserwował nam historię, w której geniusz miesza się z banałem i kiczem. Początek jest kiepski, zakończenie mistrzowskie, a pomiędzy pierwszą a ostatnią stroną kompletny miks jednego i drugiego, z  przewagą pierwszego czyli określenia kiepski.

Sam pomysł z morderstwem, za którym stoją żarliwi wyznawcy Allacha wydaje się momentami karykaturalnie przerysowany. Do tego samo imię rzekomego zabójcy – Osama wzbudza natychmiastowe skojarzenia, jakby wszyscy potencjalni terroryści tak właśnie mieli na imię. Pojawiają się przy okazji osoby i wątki, takie jak przyjaciele zatrzymanego mężczyzny, podejrzanego o popełnienie zbrodni czy pomysł z planowanym wysadzeniem mostu, które mogły zyskać fascynujące rozwinięcie, tymczasem autor jakby  z tego rezygnuje. Racjonalizm chyba nie zawsze towarzyszył pisarzowi, bo niektóre sceny są jak z kiepskiego filmu akcji „made in Hollywood” (wizyta głównego bohatera Joela u Kaznodziei), inne natomiast wydają się zupełnie absurdalne (np. gdy policjantka zaczyna zachowywać się jak wróżka i próbuje skłonić Joela, by przeniósł się w czasie i przypomniał sobie noc, gdy zamordowano jego ojca). Autor zdaje się też gubić w szczegółach, w kilku miejscach wychodzi na jaw niekonsekwencja w przebiegu akcji, choć to akurat nie ma większego znaczenia w odbiorze całości, gdyż jest niemal niezauważalne.

Najmocniejszym wątkiem w „Jedynej prawdzie” jest opis relacji Joela z ojcem, kiepskim malarzem, który pewnej śnieżnej nocy zostaje zamordowany i powieszony na haku. Po śmierci mężczyzny, Joel zaczyna na nowo budować obraz ojca, „poznaje” go na podstawie relacji ludzi. To, co odkrywa bardzo się różni od wspomnienia alkoholika i tyrana, które wyłania się z mrocznej przeszłości. W powieści odnajdujemy całkiem ciekawe studium trudnych relacji ojca i syna, opis sprzecznych emocji targających Joelem po śmierci człowieka, który powinien być mu bliski, a którego przez lata nienawidził. Nie rozczarowuje też zakończenie kryminalnej zagadki – szybkie, gwałtowne i zaskakujące. Niestety, prowokuje ono pytania dotyczące chociażby tego skąd informacje o szczegółach zabójstwa uzyskał człowiek, który wcześniej się do niego przyznał? Odpowiedzi nie uzyskujemy.

Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie nieprzyjemnie zaskoczyła i oburzyła. Chodzi o kwestię korekty tekstu. „Jedyna prawda” roi się od błędów, nie tylko tzw. literówek, ale zdarzają się też (chyba dwa razy) błędy ortograficzne. To po prostu skandal, tym bardziej, że z danych wewnątrz książki jasno wynika, że za korektę odpowiedzialne są dwie osoby. Na ich miejscu wstydziłabym się podpisywać pod czymś takim. To zwyczajny brak szacunku dla czytelników.

Podsumowując – książka raczej średniej jakości, rozczarowuje zwłaszcza jeśli ktoś czytał „Pokutę”, kwestia korekty – nie do przyjęcia, kompromitacja wydawnictwa.

http://www.rea-sj.pl/product/Jedyna-prawda/?id=819