„księga strachów” – zbigniew nienacki

Czy ktoś jeszcze pamięta Pana Samochodzika? Ja sama muszę przyznać, że pamiętam, lecz obraz to raczej niewyraźny. W czasach mojego, tak zwanego dzieciństwa, Pan Samochodzik powoli odchodził do lamusa, a dla niektórych stawał się wręcz niewygodną pozostałością po poprzednim systemie. Zdarzyło mi się w życiu obejrzeć nawet jakieś ekranizacje przygód dzielnego pana Tomasza, ale, prawdę mówiąc, jako ośmiolatka wolałam czytać prozatorską wersję „Odysei” aniżeli historie detektywistyczne. Przewrotny los sprawił, że dziś sytuacja wygląda odwrotnie. Wracając jednak do Pana Samochodzika… na wiele lat zapomniałam o jego istnieniu, co jakiś czas telewizja publiczna, w ramach wypełniania dzieciom wakacyjnej nudy, emitowała film z serii „Pan Samochodzik i…”, co wywoływało we mnie dziwny… hmm… sentyment. I nagle, kiedy byłam już przekonana, że bohaterski pracownik muzeum został pogrzebany przez pamięć zbiorową, na mej drodze objawiła się indywidualna pamięć redakcyjnego kolegi Pawełka, wielkiego miłośnika książek o przygodach Pana Samochodzika. Od niego to właśnie, kilka lat temu, dostałam „Księgę strachów”.  Wówczas rzucona gdzieś w kąt z braku czasu, odnalazła się ostatnio, przy okazji porządkowania zawartości szafki. I tego właśnie było mi trzeba na tę paskudną jesień!

Z perspektywy czasu i przeczytanych książek, inaczej odbiera się pana Tomasza, a i zawartość „Księgi strachów” widzi się nieco szerzej niż tylko przez pryzmat zagadki, którą należy rozwiązać. „Księga strachów” łączy w sobie wszystko to, co w drugiej połowie lat 60. XX wieku, powinna zawierać każda, porządna książka dla dzieci i młodzieży. Jest zachęta do aktywnego wypoczynku na łonie natury, jest element promujący sport w postaci pana Tomasza trenującego dżudo i świetnej w tej dziedzinie ciotki Zenobii, jest „element antyzachodnioeuropejski”, bo na Zachodzie jest bardzo niebezpiecznie, grasują przestępcy, stąd ludzie zmuszeni są bronić się przy użyciu m. in. pistoletów gazowych, jest kompromitacja niemieckiego polityka, który okazuje się być zbrodniarzem wojennym, jest inwigilacja ze strony obcych elementów i dzielny polski kontrwywiad, jest tradycyjny podział ról w obozowisku, tzn. kobiety do garów, mężczyźni do rozkładania namiotów, no i nie zapominajmy o polskich służbach mundurowych, zawsze stojących na straży porządku i gotowych pomóc w każdej sytuacji. Swoją drogą czy ktoś z was pamięta, że Pan Samochodzik był inspektorem drogowym ORMO?  Żeby była jasność – to nie była krytyka tej książki, a raczej pochwała. Nienacki w „Księdze strachów” zamknął klimat tamtych czasów. Czyta się to świetnie, wątek kryminalny wciąga, choć miejscami rozwój wypadków, jest dość przewidywalny. Bawiłam się przy tym doskonale i szczerze polecam każdemu taką podróż w przeszłość.

Reklamy

„jedyna prawda” – olle lönnaeus

Po „Pokucie”, którą uważam za bardzo przyzwoity kryminał, Olle Lönnaeus zaserwował nam historię, w której geniusz miesza się z banałem i kiczem. Początek jest kiepski, zakończenie mistrzowskie, a pomiędzy pierwszą a ostatnią stroną kompletny miks jednego i drugiego, z  przewagą pierwszego czyli określenia kiepski.

Sam pomysł z morderstwem, za którym stoją żarliwi wyznawcy Allacha wydaje się momentami karykaturalnie przerysowany. Do tego samo imię rzekomego zabójcy – Osama wzbudza natychmiastowe skojarzenia, jakby wszyscy potencjalni terroryści tak właśnie mieli na imię. Pojawiają się przy okazji osoby i wątki, takie jak przyjaciele zatrzymanego mężczyzny, podejrzanego o popełnienie zbrodni czy pomysł z planowanym wysadzeniem mostu, które mogły zyskać fascynujące rozwinięcie, tymczasem autor jakby  z tego rezygnuje. Racjonalizm chyba nie zawsze towarzyszył pisarzowi, bo niektóre sceny są jak z kiepskiego filmu akcji „made in Hollywood” (wizyta głównego bohatera Joela u Kaznodziei), inne natomiast wydają się zupełnie absurdalne (np. gdy policjantka zaczyna zachowywać się jak wróżka i próbuje skłonić Joela, by przeniósł się w czasie i przypomniał sobie noc, gdy zamordowano jego ojca). Autor zdaje się też gubić w szczegółach, w kilku miejscach wychodzi na jaw niekonsekwencja w przebiegu akcji, choć to akurat nie ma większego znaczenia w odbiorze całości, gdyż jest niemal niezauważalne.

Najmocniejszym wątkiem w „Jedynej prawdzie” jest opis relacji Joela z ojcem, kiepskim malarzem, który pewnej śnieżnej nocy zostaje zamordowany i powieszony na haku. Po śmierci mężczyzny, Joel zaczyna na nowo budować obraz ojca, „poznaje” go na podstawie relacji ludzi. To, co odkrywa bardzo się różni od wspomnienia alkoholika i tyrana, które wyłania się z mrocznej przeszłości. W powieści odnajdujemy całkiem ciekawe studium trudnych relacji ojca i syna, opis sprzecznych emocji targających Joelem po śmierci człowieka, który powinien być mu bliski, a którego przez lata nienawidził. Nie rozczarowuje też zakończenie kryminalnej zagadki – szybkie, gwałtowne i zaskakujące. Niestety, prowokuje ono pytania dotyczące chociażby tego skąd informacje o szczegółach zabójstwa uzyskał człowiek, który wcześniej się do niego przyznał? Odpowiedzi nie uzyskujemy.

Jest jeszcze jedna kwestia, która mnie nieprzyjemnie zaskoczyła i oburzyła. Chodzi o kwestię korekty tekstu. „Jedyna prawda” roi się od błędów, nie tylko tzw. literówek, ale zdarzają się też (chyba dwa razy) błędy ortograficzne. To po prostu skandal, tym bardziej, że z danych wewnątrz książki jasno wynika, że za korektę odpowiedzialne są dwie osoby. Na ich miejscu wstydziłabym się podpisywać pod czymś takim. To zwyczajny brak szacunku dla czytelników.

Podsumowując – książka raczej średniej jakości, rozczarowuje zwłaszcza jeśli ktoś czytał „Pokutę”, kwestia korekty – nie do przyjęcia, kompromitacja wydawnictwa.

http://www.rea-sj.pl/product/Jedyna-prawda/?id=819